Będzie remont przejścia i przejazdu kolejowego w Jedlni-Letnisko

Pod koniec ubiegłego roku w Jedlni-Letnisko doszło do dwóch bardzo groźnych wypadków na torach kolejowych. Niestety jeden z nich zakończył się ze skutkiem śmiertelnym.

W związku z powyższymi wypadkami wystosowałem pisma do spółki PKP PLK S.A., która jest zarządcą infrastruktury kolejowej oraz do Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa, które sprawuje nadzór właścicielski nad spółką PKP PLK S.A. Ostatecznie ministerstwo przekazało mój wniosek do nadzorowanego przez siebie Urzędu Transportu Kolejowego, do właściwości którego należą między innymi wszelkie sprawy związane z bezpieczeństwem na torach.

W swoich pismach wskazałem na fatalny stan infrastruktury bezpieczeństwa kolejowego, która od wielu lat nie była modernizowana. Szczególnie dużo wątpliwości mógł budzić „labirynt” na wysokości ul. Kopernika, który de facto labiryntem nie był i nie spełniał swojej podstawowej funkcji, jaką jest uniemożliwienie bezpośredniego wtargnięcia na tory. Do pisma dołączone zostały liczne zdjęcie dokumentujące fatalny stan utrzymania tej infrastruktury.

Zdjęcia z grudnia 2016 r.

17

58

1819

Powodem wystosowania skargi było moje przekonanie, iż główną przyczyną wypadków, które miały miejsce, a których na pewno można było uniknąć, były wieloletnie zaniedbania zarządcy infrastruktury. W moim przekonaniu zaniedbania te mogłyby kwalifikować się nawet, jako przestępstwo. Takie stwierdzenie jest całkiem zasadne, gdyż PKP PLK S.A. ukradkiem, kilka dni po grudniowym wypadku uzupełniło „labirynt” o dodatkowe elementy oraz pojawiło się tam także brakujące oznakowanie przejścia.

Tym bardziej zdziwiło mnie stanowisko spółki PKP PLK S.A., która w swoich wyjaśnieniach jednostronną odpowiedzialnością za wypadki obarczyła ich uczestników. Niektóre sformułowanie z pisma PKP PLK są wręcz kuriozalne, jak na przykład to, że całkiem przypadkiem akurat w dniu śmiertelnego wypadku doszło do „aktu wandalizmu” i uszkodzenia dwóch przęseł z wygrodzenia. Każdy kto korzystał z tego przejścia, dobrze wie, że jego jakość pozostawiała wiele do życzenia od lat. Ponadto PKP PLK S.A. w konkluzji swojego tekstu stwierdza, że głównymi przyczynami wypadków na przejazdach kolejowo-drogowych jest łamanie przepisów o ruchu drogowym oraz niezachowanie należytej ostrożności. Z kolei PKP PLK, dla której „bezpieczeństwo jest priorytetem” robi wszystko co w jej mocy, aby na torach było bezpiecznie. Czyli klasyczny przykład urzędniczego „bełkotu”.

Jedyną pozytywną informacją od zarządzającej infrastrukturą spółki kolejowej jest zapewnienie, że w najbliższym czasie zostanie podniesiona kategoria przejazdu drogowego w ciągu ul. Staroradomskiej (na przejazd kat. C – przejazd z samoczynną sygnalizacją świetlną). A przejście dla pieszych na wysokości ul. Kopernika zostanie wygrodzone całkowicie nowym labiryntem wraz z usunięciem dzikiego przejścia od strony ul. Kolejowej.

I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie postępowanie wyjaśniające przeprowadzone przez Urząd Transportu Kolejowego, w świetle którego argumenty PKP PLK należy rozpatrywać, jako stek kłamstw służący wyłącznie odsunięciu od siebie odpowiedzialności za zaistniałe wypadki. UTK w swoich kolejnych pismach jednoznacznie wskazał na liczne zaniedbania zarządcy infrastruktury. Stwierdzono także nieprawidłowości w pracy komisji kolejowej badającej wypadek (na podstawie której PKP PLK S.A. obarczyła  winą kierującego pojazdem) na przejeździe w ciągu ul. Staroradomskiej. W podsumowaniu stwierdzono, że zarządca infrastruktury nierzetelnie realizował procedury Systemu Zarządzania Bezpieczeństwem oraz zobligowano PKP PLK do podjęcia działań w celu wyeliminowania wskazanych nieprawidłowości.

IMG_0001

IMG_0002

IMG_0003

IMG_0004

 

IMG_0005IMG_0006IMG_0007IMG_0008

Sąd potwierdza: były patologie w Urzędzie Gminy!

Po opublikowaniu przeze mnie tekstu „Patologie w Urzędzie Gminy” wójt Leśnowolski publicznie zapowiedział złożenie na mnie zawiadomień do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa oraz dochodzenie na drodze sądowej innych należności, w tym 100 tys. złotych na rzecz stowarzyszenia Jedlnia Dzieciom. Po ponad dwóch latach od tej publicznej deklaracji wójta Leśnowolskiego wszystkie sprawy związane z moim wpisem zostały prawomocnie zakończone. Wszystkie zakończone sromotną porażką Leśnowolskiego i jego urzędnika, gdyż Sąd Okręgowy w Radomiu nie tylko potwierdził, że formułowane przeze mnie tezy były zgodne z prawdą, a ich publiczne przedstawienie było wręcz niezbędne z punktu widzenia interesu społecznego, ale wskazał, że zakres nieprawidłowości w Urzędzie Gminy kierowanym przez wójta Leśnowolskiego był znacznie szerszy i poważniejszy niż ten przedstawiony w moim tekście. W tym kontekście strata kilku tysięcy złotych oraz cennego czasu poświęconego na batalię sądową ze mną, może nie być wszystkimi konsekwencjami, jakie już niedługo mogą spotkać wójta oraz jego urzędnika/urzędników. Wczytanie się w tekst poniżej, z pewnością pomoże rozwiać wątpliwości o co chodzi.

Tytułem wstępu chciałbym przedstawić, jak rozwijała się całą sytuacja w ujęciu chronologicznym. Zgodnie ze swoją zapowiedzią wójt Leśnowolski oraz urzędnik Mariusz R. złożyli do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa zniesławienia ich moim tekstem. Obie sprawy zostały przez prokuraturę umorzone w związku z brakiem interesu społecznego w ściganiu przestępstwa ściganego z oskarżenia prywatnego (co nie znaczy, że prokuratura przesądzała, iż do przestępstwa faktycznie doszło).

Mściwość i zawziętość wójta Leśnowolskiego oraz chęć ukarania za wszelką cenę swojego krytyka, nie pozwoliła mu tej sprawy odpuścić. Złożył on, jako wójt Gminy Jedlnia-Letnisko, do Sądu Rejonowego w Radomiu, przygotowany przez gminnego radcę prawnego Kazimierza Wlazło, prywatny akt oskarżenia (Tę sprawę przedstawię szerzej w osobnym wpisie ). Warto wspomnieć, że wniesienie takiego pisma procesowego obwarowane jest koniecznością poniesienia opłaty wynoszącej 300 zł. Oczywiście opłata taka została uiszczona z gminnego rachunku bankowego z publicznych pieniędzy.

zdjecie-0006

Sprawa z oskarżenia wójta Leśnowolskiego została umorzona z przyczyn formalnych najpierw przez Sąd Rejonowy w Radomiu. A później, po zaskarżeniu postanowienia o umorzeniu przez działającego w imieniu wójta Leśnowolskiego Kazimierza Wlazło, także przez Sąd Okręgowy w Radomiu. Na marginesie muszę zaznaczyć, że do tej sprawy włączyła się Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która w działaniach Leśnowolskiego dopatrzyła się zagrożenia wolności słowa.

Prywatny akt oskarżenia przeciwko mnie złożyli także urzędnik Mariusz R. oraz jego żona Joanna S.-R. Sąd I-instancji pomimo rażących błędów proceduralnych oraz błędów w ustaleniach faktycznych w marcu 2016 r. skazał mnie nieprawomocnie na karę 3 miesięcy ograniczenia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz konieczność zapłaty nawiązki na organizację społeczną w wysokości 5 tys. złotych (Kontekst prawny i okoliczności wydania takiego orzeczenia opiszę w osobnym tekście). Wyrokiem tym podobno chełpiono się w Urzędzie Gminy, a radny Jan Krakowiak na sesji Rady Gminy w dniu 31 października 2016 r. z nieukrywaną satysfakcją pytał się mnie, czy oprócz sprawy z oskarżenia wójta Leśnowlskiego, toczą się przeciwko mnie inne postępowania.

Od tego wyroku Sądu Rejonowego złożyłem apelację do Sądu Okręgowego w Radomiu. Ostatecznie Sąd Okręgowy w dniu 28 grudnia 2016 r. oczyścił mnie z wszelkich zarzutów oraz zmienił wyrok Sądu Rejonowego uniewinniając mnie. Sąd Okręgowy jednoznacznie wskazał na błędy Sądu Rejonowego w rozpatrywaniu niniejszej sprawy.

Poniżej prezentuję najważniejsze, ale nie wszystkie, tezy z ustnego uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego w Radomiu z dnia 28 grudnia 2016 r. Uzasadnienie podzieliłem na osiem punktów, spośród których dla mnie osobiście najważniejszy jest ten z numerem 6, gdzie sędzia sprawozdawca, niemal podnosząc głos, wskazał, że napisany przeze mnie artykuł nie ma nic wspólnego z krzywdzeniem niepełnosprawnego dziecka, o co byłem oskarżany przez lokalne osobliwości, jak brodaty Dziadek Mróz, który publicznie wskazywał, że trzeba mieć „robaczywą duszę i zerową empatię”, by nie rozumieć trudu wychowania niepełnosprawnego dziecka. Dzisiaj mam gigantyczną satysfakcję, że nie tylko wszystko co pisałem było prawdą i w żadnym aspekcie nie było związane z atakiem na niepełnosprawne dziecko, co jednoznacznie wskazał Sąd, ale także dlatego, że Dziadek Mróz swoim wpisem, nieudolnie jak się okazuje, krył patologiczne nieprawidłowości w Urzędzie Gminy. Dzisiaj działa on w przestrzeni publicznej jako wielki gminny społecznik.

Ponadto zwracam uwagę i proszę o dokładne wczytanie się w punkty 3, 4, i 7. Jest to o tyle ważne, że treści tam zawarte mogą stać się w niedalekiej przyszłości przedmiotem wyjaśnień różnych organów państwowych. Jeżeli tylko otrzymam pisemne uzasadnienie wyroku Sądu, zostanie ono niezwłocznie upublicznione, aby nie było żadnych wątpliwości.

1. „Dlaczego Sąd Okręgowy uznaje, że pan Sebastian Sochaj jest niewinny? Pewien błąd w tej sprawie zaciążył na całości postępowania. Gdyby wczytać się w treść artykułu, który stał się przedmiotem ocen Sądów obu instancji, to doszlibyśmy do wniosku, że nie tylko na tle publikacji medialnych dotyczących polityki w Polsce, ale tego co dotyczy zwykłych relacji międzyludzkich; ja jestem przekonany, że gdybyśmy dziś wzięli jakąkolwiek gazetę i przeczytali, że z jednej strony padają oskarżenia o pucz, z drugiej o faszyzm, to to co napisał pan Sochaj w swoim krytycznym, to nie ulega wątpliwości, artykule, jawić się będzie jako naprawdę bardzo delikatna krytyka.

2. I teraz, czego to jest krytyka? Sąd Rejonowy pisze w swoich motywach, że intencją pana Sochaja było, najdelikatniej mówiąc, dopiec państwu R. Nie do końca można taki wniosek wyciągnąć z treści artykułu. Państwo R. są w tym artykule jako jeden z kilku podmiotów wskazanych pod wspólnym tytułem, parafrazując «źle się dzieje w państwie duńskim». Są nieprawidłowości w Urzędzie Gminy, a jednym z ich przejawów są pastwo R. Co więcej, nawet to sformułowanie, które ubodło panią R. o dosyć „sporych” kwotach. Co znaczy spora kwota? Jest to kwestia na tyle oceny, że jeżeli jakaś kwota dla pani R. nie jest spora, to dla kogoś, kto zarabia najniższą krajową, pewnie będzie spora. Z całą pewnością można te kwoty nazwać sporymi. Nie było w tym tekście napisane, że one są „nieuzasadnione”, „niezasłużone”, tylko spore.

3. Jeżeli chodzi o zestaw komputerowy. Szanowni Państwo, my chyba niesłusznie do działania urzędów przykładamy miarę sądową. Ale po wysłuchaniu tego, co działo się w tym projekcie od strony formalnej, to powiem szczerze, że włos się jeży na głowie. Tak naprawdę gospodarz gminy do końca nie wie czy w tej komisji były cztery osoby, czy były trzy, czy były dwie. Bo w zależności od etapu postępowania składa różne zeznania. Sama komisja nie bardzo wie, w jakim obradowała składzie. Z obrad, które bez wątpienia trwały kilka dni, sporządzono jeden protokół. Pytam więc choćby o podstawową kwestię, kiedy on się zaczął, a kiedy skończył? W każdym protokole piszemy datę, z godziną na ogół rozpoczęcia i zakończenia. Czyli z tego wynikałoby, że komisja bez przerwy pracowała miesiąc? Nie rozpoznawano pojedynczych wniosków, tylko jak nam powiedziano rozpoznawano je „hurtem”. Część osób mówi: „pan R. wyszedł”. Skoro wyszedł, to w jakim składzie obradowała komisja? W składzie nielegalnym, bo dwuosobowym, to już nie podlega wątpliwości, bo z regulaminu wynika, że to musiało być trzy osoby. A komisja liczyła tylko trzy osoby, to już nie ulega wątpliwości.

4. I tak krytyka tego postępowania, która opatrzona też można powiedzieć zupełnie nieuzasadnioną pozytywną oceną organu gminy, bo pan Sochaj pisze we wstępie do tego passusu, zawiera takie oto sformułowanie, że «jestem przekonany, że pracownicy gminy są na tyle inteligentni, że na pewno z formalnego punktu widzenia tam jest wszystko w porządku, ale razi mnie to, że koordynatorem całości jest urzędnik gminy». No mnie też to razi. I pewnie każdego, kto jest wyczulony na pewną transparentność postępowania. Jest to więc nawet forma pochwały urzędu, bo pan wyraził przekonanie, że formalnie wszystko jest ok. A tu się okazuje, że formalnie, to nie wiem czy na CBA, ale jakieś inne urzędy kontroli może by się tym zainteresowały.

5. W związku z tym, o czym my tu mówimy? Do pewnego stopnia o urażonych uczuciach osobistych państwa R. I teraz, z jednej strony pan R. pełni funkcję w urzędzie, jest to co prawda tylko Urząd Gminy – na szczebel, który bardzo często niestety przenoszą się spory z góry i czyni się z tego wielką politykę. Ale jednak jest to pracownik urzędu w związku z tym, jako pracownikowi urzędu wolno mu mniej, a krytyki spotyka go trochę więcej. I to jest oczywiste. Następnie pani R., która korzysta z publicznych pieniędzy i choćby z tego faktu musi się liczyć z tym, że to będzie kontrolowane, oceniane, opisywanie. To jest całkiem normalna rzecz.

5. Mamy art. 213 w Kodeksie Karnym, który zawiera kontratyp i tam są dwie sytuacje. Zarzut nawet jeżeli uczyniony publicznie, ale w uzasadnionym interesie społecznym powoduje, że nie ma przestępstwa. Nie możemy się tutaj dopatrzeć niczego innego niż chęć obrony, w mniemaniu pana Sochaja, interesu społecznego. Przypisanie mu przez Sąd Rejonowy niskich intencji osobistych nie znajduje uzasadnienia w prawie w tej sprawie. I w związku z tym, biorąc pod uwagę nasze ustalenia potwierdzone dowodami, strony słyszały, wymowa pracy tej komisji jest jednoznaczna. Trudno byłoby oczekiwać, aby ona nie spotkała się z krytyką. A jeszcze de facto to, że pan R. wziął udział w ocenie wniosku swojego dziecka też już nie podlega wątpliwości, bo nie ma dokumentu na to, że nie wziął, a protokół zawierający ocenę wszystkich wniosków podpisała cała komisja. Z formalnego punktu widzenia pan R. podpisał się pod wnioskiem swojego dziecka.

6. Czy to nie podlega krytyce? Jak najbardziej podlega. I to rzeczywiście nie ma nic wspólnego; Nie wolno rozniecać takich emocji, że to ma coś wspólnego z krzywdzeniem dziecka niepełnosprawnego! Jest to absolutnie nieuzasadnione. To jest krytyka niewłaściwego postępowania organu gminy.

7. Co więcej, nie było to przedmiotem ocen, ale wczytanie się w regulamin całego projektu, w którym jest napisane brak dostępu [do Internetu] i jednoznaczne oświadczenie pani R. przed Sądem I-instancji, że w jej mniemaniu to nie ma żadnego znaczenia, bo dziecko miało dostęp, ale jako niepełnosprawne mogło skorzystać [z programu], to budzi dużą wątpliwość, co do merytorycznej słuszności takiego rozstrzygnięcia.

8. W związku z tym decyzja Sądu jest jedna. Wyrok zostanie zmieniony, a pan Sebastian Sochaj zostaje uniewinniony”.

Wracam do pisania.

Po blisko dwuletniej przerwie, spowodowanej głównie prowadzonymi przeciwko mnie postępowaniami karnymi zainicjowanymi przez wójta Leśnowolskiego oraz jednego z jego urzędników, wracam do pisania na blogu.

W najbliższym czasie szerzej przedstawię okoliczności prowadzonych przeciwko mnie spraw oraz odniosę się do orzeczeń, jakie zapadły.

Chciałbym też zaznaczyć, że nie jest prawdą jakobym „dał się zastraszyć Leśnowolskiemu”. Mnie nie da się zastraszyć :) A w kontekście ustnego uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego w Radomiu z 28 grudnia 2016 r., w którym Sąd stwierdził, że mój tekst „Patologie w Urzędzie Gminy” był nie tylko łagodny, ale także, iż  „całkiem bezpodstawnie” usprawiedliwiałem ewidentne nieprawidłowości, już dziś zapowiadam poprawę i zgodnie z zaleceniami Sądu zaostrzę ton moich wypowiedzi 😉

Obiektywizm i rzetelność wójta Leśnowolskiego.

Po okresie zimowego letargu wznowił swoją internetową działalność na blogu wójt Leśnowolski. I oprócz mętnego tłumaczenia powodów braku aktywności na blogu do tej pory (wiadomo: wybory, święta, a potem niespodziewanie nastał Nowy Rok – chociaż mamy już koniec marca) i chwalenia się ponadprzeciętnymi osiągnięciami w tym czasie w innych dziedzinach, pan Leśnowolski po raz kolejny domaga się dla siebie „głaskania po głowie” i ciągłego komplementowania jego zasług dla całej gminy. I chociaż, jak deklaruje, nie wdaje się w żadne pyskówki, to jednak musi skomentować nieprzychylne sobie wpisy, tak aby to jego było na wierzchu. Zarzuca przy tym krytykującym go osobom chęć dalszego „prowadzenia wojny”.

Nikt jednak żadnej wojny prowadzić nie chce, a pan Leśnowolski wciąż nie potrafi (albo nie chce) zrozumieć, że wolność słowa jest konstytucyjne zagwarantowanym prawem oraz to, że utrzymywane z publicznych pieniędzy władze, podlegają kontroli społecznej i mogą być przez to społeczeństwo krytykowane. Po prostu system demokratycznego państwa prawa, jakim jest Polska, pozwala każdemu na wyrażanie swoich krytycznych, choćby nawet nieuzasadnionych, opinii. I nie jest to żadne prowadzenie wojny, ale zwykła praktyka w demokratycznym kraju! Jeżeli opłacany z publicznych pieniędzy wójt tego nie rozumie, to albo ma zapędy dyktatorskie, albo koniecznie na własne życzenie chce się publicznie ośmieszać i kompromitować. No bo przecież w tej gminie nikt nie może mieć innego zdania niż pan Leśnowolski i nie wolno go także krytykować, ponieważ jest nieomylny :)

Pan Leśnowolski rozgryzł także prawdzie intencje opozycji, która zauważa jego najdrobniejsze potknięcie i pomyłki, a nie widzi „gigantycznych” sukcesów, jak na przykład przebudowa Placu Wolności (notabene w całości za środki własne). Nie będę kolejny raz pisał, jaka jest rola opozycji i to, że powinna wytykać choćby najmniejsze potknięcia władzy, aby ta nie popadła w samouwielbienie (co i tak ma miejsce), ale jest coś dziwnego w tym, że wójt który dysponuje niemałymi publicznymi środkami na promocję gminy, domaga się, aby jego „sukcesy” były relacjonowane także na jakichś niszowych blogach i portalach, których nikt i tak przecież nie czyta. Jednak zarzut wybiórczości jest mocno nietrafiony i kabotyński, bo także sam wójt Leśnowolski wybiera tematy, które mu pasują i którymi może się promować, natomiast nie odnosi się w żaden sposób do bardziej poważnych problemów związanych z jego osobą. W ostatnim czasie głośnie były dwie takie sprawy, co do których niewątpliwie mieszkańcom należałyby się wyjaśnienia ze strony wójta:

1. W poprzedniej kadencji komisja rewizyjna RG, jak i sama Rada Gminy wielokrotnie wzywały wójta do wykorzystania zaległego urlopu i zwracały uwagę, że niezrobienie tego może narazić gminę na duże koszty w związku z koniecznością wypłacenia wysokiego ekwiwalentu. Oczywiście pan Leśnowolski nic sobie nie robił z tych wezwań, chociaż zobowiązany jest jak każdy pracownik do wykorzystania urlopu, i lekceważył sobie Radę Gminy. Teraz na początku nowej kadencji wójt nie tylko dostał maksymalną podwyżkę od radnych ze swojego klubu, ale także, mimo upomnień poprzedniej RG, wypłacił sobie blisko 30 tys. zł ekwiwalentu za niewykorzystany urlop. Rodzi się zatem pytanie, jak nazwać takie postępowanie? Jako cyniczne i oszukańcze, czy jeszcze gorzej? Bo jak nazwać świadome i celowe łamanie prawa, aby wydoić trochę publicznych pieniędzy, tym bardziej, że nie było żadnych obiektywnych przyczyn, które przez trzy lata uniemożliwiałyby wykorzystywanie wójtowi urlopu. Jak w soczewce widać, że wraz ze wzrostem pazerności na pieniądze drastycznie obniża się uczciwość i elementarne poczucie przyzwoitości. Tak właśnie wygląda na każdym poziomie władzy ta mityczna „służba społeczeństwu”, żeby korzyści władzy były zawsze na pierwszym miejscu. Wiadomo, że prawdziwy dobry gospodarz także najpierw musi wypchać pieniędzmi swoje kieszenie.

2. Jeszcze ważniejsza jest sprawa toczącego się śledztwa dotyczącego podejrzenia przekroczenia uprawnień przez wójta Leśnowolskiego. Warto przypomnieć, że kiedy trzy lata temu portal jedlnia.org.pl napisał o prowadzonym postępowaniu w sprawie przebudowy ronda obok dworca PKP i użył w tym kontekście słowa „śledztwo”, wójt Leśnowolski w szale zaczął na urzędowej stronie internetowej pouczać oraz straszyć doniesieniami do prokuratury (LINK) – w czym się specjalizuje, gdyż żadne śledztwo, według niego, nie było prowadzone. Oczywiście tamta sytuacja wymagała, aby ustosunkował się do niej pan Leśnowolski. Z kolei teraz mamy informację jednoznacznie potwierdzoną przez rzeczniczkę Prokuratury Okręgowej, że śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez wójta Leśnowolskiego zostało wszczęte, a wójt mimo to milczy. Zawracam uwagę, że śledztwa są wszczynane w przypadku podejrzenia popełnienia poważnych przestępstw. W przypadku mniej poważnego naruszenie prawa prowadzi się dochodzenie, czyli uproszczoną formę postępowania przygotowawczego. Już samo wszczęcie śledztwa oznacza, że prokurator znalazł wystarczająco mocne przesłanki, aby je prowadzić. W innym przypadku zostało by wydane postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa. Sprawa dotyczy między innymi wysłania do mieszkańców Groszowic w trakcie kampanii wyborczej w imieniu UG i za publiczne pieniądze listów pomawiających opozycję. Trzeba też przypomnieć, że to nie pierwsze takie nadużycie w urzędzie kierowanym przez pana Leśnowolskiego. Równo rok temu, mieszkańcy tzw. enklawy B otrzymali z UG listy, z których wynikało, że budowa kanalizacji na tym terenie nie będzie prowadzona z tego powodu, że radni nie uchwalili budżetu gminy (LINK). Tymczasem w projekcie budżetu przedstawionym przez wójta ta inwestycja w ogóle nie była przewidywana na 2014 r.! Czy pomawianie opozycyjnych radnych za publiczne pieniądze aż tak wchodzi w krew?  I znów widać całą hipokryzję pana Leśnowolskiego, który pokazywał święte oburzenie, kiedy w jego kontekście zostało użyte sformułowanie, że „wszczęto śledztwo”, natomiast teraz mu już nie przeszkadza, że takie śledztwo jest rzeczywiście prowadzone w związku z jego działaniami.

Nie wiem czy ma coś wspólnego z przyzwoitością zarzucanie komuś wybiórczości, kiedy samemu stosuje się identyczne standardy i pomija milczeniem niewygodne tematy. Przynajmniej w tych dwóch sprawach, dotyczących publicznych pieniędzy i standardów jakimi kieruje się władza, mieszkańcom należą się wyjaśnienia pana Leśnowolskiego. Dlaczego wójt nie opublikuje na gminnej stronie jakiegoś oświadczenia?

Czy zebranie wiejskie może wyglądać normalnie?

Od kilku dni dostępny jest już film z wyborów sołtysa w Siczkach, na którym widać zachowanie części osób, którym przeszkadzała obecność kamery. Dobrze, żeby każdy obejrzał sobie to nagranie i sam wyciągnął wnioski. Można tylko ubolewać, że osoby związane z gminną władzą doprowadzają do sytuacji, które w wątpliwy sposób promują naszą gminę.

Racjonalnie i rzetelnie całe zajście zinterpretował i przeanalizował Paweł Kończyk na portalu jedlnia.org.pl. Natomiast od siebie dodam jeszcze, że wśród uczestników zebrania była liczna grupa osób, która nie miała nic przeciwko nagrywaniu – w pewnych momentach słychać nawet ich reakcje na filmie. Wydaje się jednak, że uległa ona presji agresywnej większości, dała się zastraszyć i nie chciała się jej przeciwstawiać. Zresztą przy takim poziomie agresji niektórych osób, taka bierna postawa nie powinna dziwić.

To wszystko świadczy jaki jest poziom demokracji w naszej gminie i jakie standardy relacjonowania działalności publicznej odpowiadają władzom naszej gminy. Dla porównania warto zobaczyć, jak podobne wydarzenia odbywają się w innych miejscowościach naszego kraju:

Można? Kamera nikomu nie przeszkadza, mieszkańcy zadają pytania do mikrofonu, a przewodniczący Rady Miejskiej nie tworzy sztucznego dystansu pomiędzy „władzą” i „mieszkańcami”. Wszystko w miłej, sympatycznej atmosferze, bez wszczynania awantur, w trosce, aby relację mogła zobaczyć jak największa ilość mieszkańców, która na przykład nie mogła wziąć udziału w zebraniu. Szkoda tylko, że u nas osoby wydawać by się mogło wykształcone, światłe, które sprowadziły się do naszej gminy z dużych miast, chcą wprowadzać standardy rodem z jakiegoś systemu totalitarnego, a swoim zachowaniem najbliżej im chyba do buszu, a nie do obyczajów panujących w dużych miastach.


Pozytywnych przykładów nie musimy szukać w innych gminach. Zebranie wiejskie Rajca Szlacheckiego odbyło się z udziałem kamery i nikt nie miał w tym względzie żadnych uwag:

Skandal na zebraniu wiejskim w Siczkach!

Wczoraj na wyborach sołtysa Siczek doszło do skandalicznej sytuacji. Grupa osób z użyciem siły uniemożliwiła zarejestrowanie kamerą przebiegu zebrania wiejskiego. Przeciwnicy nagrywania dopuścili się bezprawnych zachowań, doszło także do szarpaniny. Wszystko to działo się przy akceptacji przewodniczącej Rady Gminy Bożeny Grad oraz sołtys Siczek Zofii Rozwadowskiej, które jako pierwsze zastrzegły sobie, że nie życzą sobie nagrywania. Postępowanie takie jest ewidentnym złamaniem prawa. Trzeba wyrazić zaniepokojenie, że osoba pusząca się swoim doktoratem i „ogromną” wiedzą administracyjną, która jest do tego nauczycielem akademickim, inspiruje i dopuszcza do takiego bezprawia. Nie wiem czy dobrze to świadczy o kondycji polskiego szkolnictwa wyższego, jeżeli osoby akceptujące takie zachowanie mają wpływ na kształtowanie postaw młodego pokolenia. Powoli, aczkolwiek systematycznie, w naszej gminie wprowadzane są białoruskie standardy w relacjonowaniu życia publicznego. Wszystko to dzieje się za wiedzą i zgodą najważniejszych osób w gminie.

Warto zwrócić uwagę, że prawo jednoznacznie zezwala na nagrywanie takich publicznych zebrań, nawet wbrew zgodzie większości jej uczestników. Stwierdza to art. 61 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Jednoznacznie potwierdza to także ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, która w art. 81 ust. 2 stwierdza: „Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku: 1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych; 2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.

Niezwykle istotne w tym zakresie jest także orzecznictwo sądów administracyjnych, w tym Naczelnego Sądu Administracyjnego, który w swoim wyroku z 6 grudnia 2012 r. stwierdził: w zebraniu wiejskim mogą brać udział wszyscy mieszkańcy sołectwa, a więc mogą uczestniczyć w obradach i podejmować uchwały. Jest to niewątpliwie przejaw demokracji bezpośredniej, ich legitymacja do uczestniczenia w zebraniu wiejskim wynika jedynie z faktu zamieszkiwania na terenie sołectwa. Udział mieszkańców sołectwa w zebraniu wiejskim należy zatem do sfery publicznej działalności tych osób, bowiem decydując się na uczestniczenie w zebraniu wiejskim, każdy jego uczestnik, będący mieszkańcem danego sołectwa, godzi się na udział w pracach organu uchwałodawczego sołectwa, a więc jednostki pomocniczej gminy, tym samym – godzi się więc na udział w życiu publicznym.

W innym miejscu sąd zauważył: podejmując próbę wskazania ogólnych cech, jakie będą przesądzały o tym, że określona osoba ma związek ze sprawowaniem funkcji publicznej, można uznać, że chodzi tu o takie przypadki, w których związek ze sprawowaniem tych funkcji jest równoznaczny ze współdecydowaniem o sytuacji prawnej innych osób lub środków publicznych albo łączy się co najmniej z przygotowywaniem i opiniowaniem decyzji, które dotyczą, bądź pozostają w gestii, innych podmiotów. Tak też jest w rozpoznawanej sprawie, bowiem uczestnictwo mieszkańca danego sołectwa w zebraniu wiejskim sprawia, że od chwili otwarcia obrad aż do momentu ich zakończenia ma on wpływ na podejmowane uchwały organu sołectwa, a więc jego udział w sprawowaniu władzy publicznej związany jest z pełnieniem w tym czasie funkcji publicznej. Zatem jego dane osobowe, poprzez fakt uczestnictwa w pracach organu uchwałodawczego sołectwa, stają się danymi publicznymi, jako że mają związek z wykonywaniem przez niego funkcji publicznej.

Smutne jest to, ze „wybitny” administratywista dr Bożena Grad nie zna tych przepisów, albo świadomie dopuszcza do ich łamania. Z pewnością osoba, która akceptuje takie standardy w działalności publicznej i pozwala na łamanie prawa nie powinna zajmować stanowiska przewodniczącej Rady Gminy, bo kompromituje nie tylko siebie, ale także całą gminę.

Wkrótce opublikowany zostanie film z całego zajścia, tak aby wszyscy mogli zobaczyć jak wyglądają demokratyczne standardy w wydaniu przewodniczącej Bożeny Grad..

Ilu urzędników potrzeba, aby wymienić latarnię?

Trawestując znany żart, o tym ilu mężczyzn potrzeba, aby wkręcić żarówkę, w odniesieniu do naszej gminy można zapytać ilu urzędników potrzeba, aby zmienić uszkodzoną latarnię uliczną?

Chodzi o jedną z nowych latarń przy zmodernizowanej ulicy Radomskiej, która znajduje się blisko przejazdu kolejowego. Stan jej uszkodzenia może wskazywać, że „padła ona” ofiarą jakiejś kolizji drogowej (choć nie można wykluczyć, że to kolejny sabotaż skierowany przeciwko wójtowi) i stoi (czy raczej leży) tak sobie prawie wyrwana z ziemi u nasady już kilka tygodni.

Nie jest problemem oczywiście to, że latarnia jest uszkodzona, bo zawsze może wydarzyć się jakiś nieprzewidziany incydent. Natomiast problemem jest to, że stoi sobie ona w takim stanie już dłuższy czas i najwyraźniej nikt z gminy się tym nie przejmuje. Kiedy trzeba było się promować przed wyborami i chwalić nie swoją inwestycją, to pan wójt na placu budowy ulicy Radomskiej był niemal codziennie. Z kolei teraz, kiedy już nikomu nie zależy na głosach wyborców, to nikt z gminy nie poczuwa się do odpowiedzialności, aby przynajmniej usunąć (nie mówię wymienić, bo może przecież wiązać się to z kosztami) uszkodzony element. Jest to tym dziwniejsze, że obok, na Placu Wolności, prowadzona jest gminna inwestycja i pracują tam robotnicy. Czyżby nikt z nich lub z gminnych urzędników wizytujących inwestycję nie dostrzegł złamanej latarni przez ostatnie tygodnie? Jeżeli tak, to niniejszym informuję o takim fakcie.

lat1

lat3

lat2

lat4


Aktualizacja:

Szok i niedowierzanie! Jak się okazuje, jeszcze wczoraj, po opublikowaniu tego artykułu, uszkodzona latarnia została wymieniona na całkiem nową. Wystarczyło tylko kilka godzin, czy po prostu demontaż lampy był szykowany od tygodni i to zwykły zbieg okoliczności, że zrobiono to wtedy, kiedy pojawił się ten wpis? Gdyby wszystkie urzędy w tym kraju reagowały w takim tempie na pojawiające się problemy…

lat5

lat6

lat7

Czy Urząd Gminy w Jedlni-Letnisko jest przyjazny mieszkańcom?

Wójt Leśnowolski wielokrotnie podkreślał, że chce, aby kierowany przez niego urząd gminy był miejscem przyjaznym dla petenta. Temu miało służyć utworzenie w 2012 r. na parterze, zaraz przy wejściu do budynku Biura Obsługi Mieszkańca, w którym można załatwić większość nieskomplikowanych spraw. – Chcemy i musimy być urzędem przyjaznym dla petenta – tłumaczył przy tej okazji wójt Leśnowolski Echu Dnia. Sprawa ta była prezentowana także na portalu jedlnia.org.pl oraz na urzędowej stronie internetowej. Trzeba przyznać, ze był to krok w dobrym kierunku, szkoda tylko, że za tym krokiem nie poszły kolejne, a budowanie urzędu przyjaznego petentom rozpoczęło i zakończyło się wyłącznie na utworzeniu BOM-u. Nie jestem także przekonany, czy powstanie tego punktu w pełni zaspokaja najważniejsze potrzeby i oczekiwania mieszkańców, jakie mają względem urzędu. Tym bardziej, że niektóre z tych oczekiwań dostrzega także, jak się wydaje, wójt Leśnowolski.

bom

Nie piszę o tym przypadkowo. Po koniec ubiegłego roku wójt Leśnowolski pochwalił się na urzędowej stronie internetowej, że dzięki jego zabiegom wydłużone zostały godziny pracy placówki pocztowej w Jedlni-Letnisko. Skądinąd całkiem słuszna inicjatywa. Zabawne jest jednak to, że wójt widzi potrzebę wydłużenia czasu pracy i podejmuje działania w tym zakresie w odniesieniu do innych instytucji, a nie widzi takiej potrzeby w kierowanym przez siebie urzędzie. Przy obecnych godzinach pracy urzędu w większości przypadków każdy, kto ma jakąś sprawę do załatwienia, a przy tym sam pracuje, musi wziąć sobie dzień wolnego.

Warto zauważyć, że ostatnio wiele instytucji wychodzi naprzeciw oczekiwaniom swoich petentów i przynajmniej jednego dnia mają one wydłużone godziny pracy. Obligatoryjnie funkcjonują tak między innymi sądy, prokuratury, archiwa państwowe itd. Niedawno podobne rozwiązanie wprowadzone zostało także w sąsiadującej z nami gminie Gózd. Myślę, że również  w naszym urzędzie można podjąć próbę uelastycznienia czasu pracy, co z pewnością byłoby z korzyścią dla mieszkańców i pozwoliłoby im na załatwienie swoich spraw bez konieczności brania urlopu.