Czy zebranie wiejskie może wyglądać normalnie?

Od kilku dni dostępny jest już film z wyborów sołtysa w Siczkach, na którym widać zachowanie części osób, którym przeszkadzała obecność kamery. Dobrze, żeby każdy obejrzał sobie to nagranie i sam wyciągnął wnioski. Można tylko ubolewać, że osoby związane z gminną władzą doprowadzają do sytuacji, które w wątpliwy sposób promują naszą gminę.

Racjonalnie i rzetelnie całe zajście zinterpretował i przeanalizował Paweł Kończyk na portalu jedlnia.org.pl. Natomiast od siebie dodam jeszcze, że wśród uczestników zebrania była liczna grupa osób, która nie miała nic przeciwko nagrywaniu – w pewnych momentach słychać nawet ich reakcje na filmie. Wydaje się jednak, że uległa ona presji agresywnej większości, dała się zastraszyć i nie chciała się jej przeciwstawiać. Zresztą przy takim poziomie agresji niektórych osób, taka bierna postawa nie powinna dziwić.

To wszystko świadczy jaki jest poziom demokracji w naszej gminie i jakie standardy relacjonowania działalności publicznej odpowiadają władzom naszej gminy. Dla porównania warto zobaczyć, jak podobne wydarzenia odbywają się w innych miejscowościach naszego kraju:

Można? Kamera nikomu nie przeszkadza, mieszkańcy zadają pytania do mikrofonu, a przewodniczący Rady Miejskiej nie tworzy sztucznego dystansu pomiędzy „władzą” i „mieszkańcami”. Wszystko w miłej, sympatycznej atmosferze, bez wszczynania awantur, w trosce, aby relację mogła zobaczyć jak największa ilość mieszkańców, która na przykład nie mogła wziąć udziału w zebraniu. Szkoda tylko, że u nas osoby wydawać by się mogło wykształcone, światłe, które sprowadziły się do naszej gminy z dużych miast, chcą wprowadzać standardy rodem z jakiegoś systemu totalitarnego, a swoim zachowaniem najbliżej im chyba do buszu, a nie do obyczajów panujących w dużych miastach.


Pozytywnych przykładów nie musimy szukać w innych gminach. Zebranie wiejskie Rajca Szlacheckiego odbyło się z udziałem kamery i nikt nie miał w tym względzie żadnych uwag:

Skandal na zebraniu wiejskim w Siczkach!

Wczoraj na wyborach sołtysa Siczek doszło do skandalicznej sytuacji. Grupa osób z użyciem siły uniemożliwiła zarejestrowanie kamerą przebiegu zebrania wiejskiego. Przeciwnicy nagrywania dopuścili się bezprawnych zachowań, doszło także do szarpaniny. Wszystko to działo się przy akceptacji przewodniczącej Rady Gminy Bożeny Grad oraz sołtys Siczek Zofii Rozwadowskiej, które jako pierwsze zastrzegły sobie, że nie życzą sobie nagrywania. Postępowanie takie jest ewidentnym złamaniem prawa. Trzeba wyrazić zaniepokojenie, że osoba pusząca się swoim doktoratem i „ogromną” wiedzą administracyjną, która jest do tego nauczycielem akademickim, inspiruje i dopuszcza do takiego bezprawia. Nie wiem czy dobrze to świadczy o kondycji polskiego szkolnictwa wyższego, jeżeli osoby akceptujące takie zachowanie mają wpływ na kształtowanie postaw młodego pokolenia. Powoli, aczkolwiek systematycznie, w naszej gminie wprowadzane są białoruskie standardy w relacjonowaniu życia publicznego. Wszystko to dzieje się za wiedzą i zgodą najważniejszych osób w gminie.

Warto zwrócić uwagę, że prawo jednoznacznie zezwala na nagrywanie takich publicznych zebrań, nawet wbrew zgodzie większości jej uczestników. Stwierdza to art. 61 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Jednoznacznie potwierdza to także ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, która w art. 81 ust. 2 stwierdza: „Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku: 1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych; 2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.

Niezwykle istotne w tym zakresie jest także orzecznictwo sądów administracyjnych, w tym Naczelnego Sądu Administracyjnego, który w swoim wyroku z 6 grudnia 2012 r. stwierdził: w zebraniu wiejskim mogą brać udział wszyscy mieszkańcy sołectwa, a więc mogą uczestniczyć w obradach i podejmować uchwały. Jest to niewątpliwie przejaw demokracji bezpośredniej, ich legitymacja do uczestniczenia w zebraniu wiejskim wynika jedynie z faktu zamieszkiwania na terenie sołectwa. Udział mieszkańców sołectwa w zebraniu wiejskim należy zatem do sfery publicznej działalności tych osób, bowiem decydując się na uczestniczenie w zebraniu wiejskim, każdy jego uczestnik, będący mieszkańcem danego sołectwa, godzi się na udział w pracach organu uchwałodawczego sołectwa, a więc jednostki pomocniczej gminy, tym samym – godzi się więc na udział w życiu publicznym.

W innym miejscu sąd zauważył: podejmując próbę wskazania ogólnych cech, jakie będą przesądzały o tym, że określona osoba ma związek ze sprawowaniem funkcji publicznej, można uznać, że chodzi tu o takie przypadki, w których związek ze sprawowaniem tych funkcji jest równoznaczny ze współdecydowaniem o sytuacji prawnej innych osób lub środków publicznych albo łączy się co najmniej z przygotowywaniem i opiniowaniem decyzji, które dotyczą, bądź pozostają w gestii, innych podmiotów. Tak też jest w rozpoznawanej sprawie, bowiem uczestnictwo mieszkańca danego sołectwa w zebraniu wiejskim sprawia, że od chwili otwarcia obrad aż do momentu ich zakończenia ma on wpływ na podejmowane uchwały organu sołectwa, a więc jego udział w sprawowaniu władzy publicznej związany jest z pełnieniem w tym czasie funkcji publicznej. Zatem jego dane osobowe, poprzez fakt uczestnictwa w pracach organu uchwałodawczego sołectwa, stają się danymi publicznymi, jako że mają związek z wykonywaniem przez niego funkcji publicznej.

Smutne jest to, ze „wybitny” administratywista dr Bożena Grad nie zna tych przepisów, albo świadomie dopuszcza do ich łamania. Z pewnością osoba, która akceptuje takie standardy w działalności publicznej i pozwala na łamanie prawa nie powinna zajmować stanowiska przewodniczącej Rady Gminy, bo kompromituje nie tylko siebie, ale także całą gminę.

Wkrótce opublikowany zostanie film z całego zajścia, tak aby wszyscy mogli zobaczyć jak wyglądają demokratyczne standardy w wydaniu przewodniczącej Bożeny Grad..

Ilu urzędników potrzeba, aby wymienić latarnię?

Trawestując znany żart, o tym ilu mężczyzn potrzeba, aby wkręcić żarówkę, w odniesieniu do naszej gminy można zapytać ilu urzędników potrzeba, aby zmienić uszkodzoną latarnię uliczną?

Chodzi o jedną z nowych latarń przy zmodernizowanej ulicy Radomskiej, która znajduje się blisko przejazdu kolejowego. Stan jej uszkodzenia może wskazywać, że „padła ona” ofiarą jakiejś kolizji drogowej (choć nie można wykluczyć, że to kolejny sabotaż skierowany przeciwko wójtowi) i stoi (czy raczej leży) tak sobie prawie wyrwana z ziemi u nasady już kilka tygodni.

Nie jest problemem oczywiście to, że latarnia jest uszkodzona, bo zawsze może wydarzyć się jakiś nieprzewidziany incydent. Natomiast problemem jest to, że stoi sobie ona w takim stanie już dłuższy czas i najwyraźniej nikt z gminy się tym nie przejmuje. Kiedy trzeba było się promować przed wyborami i chwalić nie swoją inwestycją, to pan wójt na placu budowy ulicy Radomskiej był niemal codziennie. Z kolei teraz, kiedy już nikomu nie zależy na głosach wyborców, to nikt z gminy nie poczuwa się do odpowiedzialności, aby przynajmniej usunąć (nie mówię wymienić, bo może przecież wiązać się to z kosztami) uszkodzony element. Jest to tym dziwniejsze, że obok, na Placu Wolności, prowadzona jest gminna inwestycja i pracują tam robotnicy. Czyżby nikt z nich lub z gminnych urzędników wizytujących inwestycję nie dostrzegł złamanej latarni przez ostatnie tygodnie? Jeżeli tak, to niniejszym informuję o takim fakcie.

lat1

lat3

lat2

lat4


Aktualizacja:

Szok i niedowierzanie! Jak się okazuje, jeszcze wczoraj, po opublikowaniu tego artykułu, uszkodzona latarnia została wymieniona na całkiem nową. Wystarczyło tylko kilka godzin, czy po prostu demontaż lampy był szykowany od tygodni i to zwykły zbieg okoliczności, że zrobiono to wtedy, kiedy pojawił się ten wpis? Gdyby wszystkie urzędy w tym kraju reagowały w takim tempie na pojawiające się problemy…

lat5

lat6

lat7

Czy Urząd Gminy w Jedlni-Letnisko jest przyjazny mieszkańcom?

Wójt Leśnowolski wielokrotnie podkreślał, że chce, aby kierowany przez niego urząd gminy był miejscem przyjaznym dla petenta. Temu miało służyć utworzenie w 2012 r. na parterze, zaraz przy wejściu do budynku Biura Obsługi Mieszkańca, w którym można załatwić większość nieskomplikowanych spraw. – Chcemy i musimy być urzędem przyjaznym dla petenta – tłumaczył przy tej okazji wójt Leśnowolski Echu Dnia. Sprawa ta była prezentowana także na portalu jedlnia.org.pl oraz na urzędowej stronie internetowej. Trzeba przyznać, ze był to krok w dobrym kierunku, szkoda tylko, że za tym krokiem nie poszły kolejne, a budowanie urzędu przyjaznego petentom rozpoczęło i zakończyło się wyłącznie na utworzeniu BOM-u. Nie jestem także przekonany, czy powstanie tego punktu w pełni zaspokaja najważniejsze potrzeby i oczekiwania mieszkańców, jakie mają względem urzędu. Tym bardziej, że niektóre z tych oczekiwań dostrzega także, jak się wydaje, wójt Leśnowolski.

bom

Nie piszę o tym przypadkowo. Po koniec ubiegłego roku wójt Leśnowolski pochwalił się na urzędowej stronie internetowej, że dzięki jego zabiegom wydłużone zostały godziny pracy placówki pocztowej w Jedlni-Letnisko. Skądinąd całkiem słuszna inicjatywa. Zabawne jest jednak to, że wójt widzi potrzebę wydłużenia czasu pracy i podejmuje działania w tym zakresie w odniesieniu do innych instytucji, a nie widzi takiej potrzeby w kierowanym przez siebie urzędzie. Przy obecnych godzinach pracy urzędu w większości przypadków każdy, kto ma jakąś sprawę do załatwienia, a przy tym sam pracuje, musi wziąć sobie dzień wolnego.

Warto zauważyć, że ostatnio wiele instytucji wychodzi naprzeciw oczekiwaniom swoich petentów i przynajmniej jednego dnia mają one wydłużone godziny pracy. Obligatoryjnie funkcjonują tak między innymi sądy, prokuratury, archiwa państwowe itd. Niedawno podobne rozwiązanie wprowadzone zostało także w sąsiadującej z nami gminie Gózd. Myślę, że również  w naszym urzędzie można podjąć próbę uelastycznienia czasu pracy, co z pewnością byłoby z korzyścią dla mieszkańców i pozwoliłoby im na załatwienie swoich spraw bez konieczności brania urlopu.

Kuchnia polityczna „Wspólnoty Samorzadowej”.

Dzisiaj publikuję dokument, który pokazuje w jaki sposób swoje działania polityczne w poprzedniej kadencji prowadził klub Wspólnoty Samorządowej lub przynajmniej osoby, które starały się narzucić całemu klubowi swój punkt widzenia. Każdy może sam przeczytać ten dokument i wyrobić sobie zdanie na temat stosowania takich praktyk, szczególnie w kontekście osób, które w klubie trwały do końca.

Wcale nie dziwię się, że w pewnym momencie klub zaczął zwyczajnie się rozpadać, skoro poszczególni radni mieli być marionetkami, które wykonywały nie wiadomo przez kogo spisane polecenia i wytyczne (choć tak naprawdę wiadomo). Szczególnie zabawne są kolejne sformułowania „politologa-gawędziarza” o tym, ze rozpad klubu jest „praktycznie niemożliwy”. Szkoda tylko, że ktoś miał/ma na tyle chorą głowę, żeby do zwykłej wiejskiej gminy wprowadzać metody rodem z „wielkiej” polityki, czyli ten sztuczny PR i jakieś udawane zagrania propagandowe. Całkiem, jakby ktoś za długo mieszkał w Warszawie 😉

Od siebie dodam jeszcze tylko, że jeśli na podobnych zasadach w obecnej kadencji funkcjonuje klub „Razem dla Gminy”, do którego powstania przecież rękę przyłożyły osoby z klubu „WS”, to znaczy, że daleko nam jeszcze do takiej zwykłej, prostej uczciwości, jaka powinna  być obecna w działalności publicznej i w relacjach między wyborcami a ich przedstawicielami w różnych organach samorządowych.

1

2

 

Czy stowarzyszenie „Jedlnia Dzieciom” z(a)garnie 140 tys. zł?

W ostatnich dniach Urząd Gminy ogłosił dwa  otwarte konkursy na realizację zadań publicznych  z zakresu upowszechniania kultury fizycznej i sportu oraz rozwoju i promocji kultury. Właśnie ten drugi konkurs związany z rozwojem i promocją kultury jest niezwykle interesujący, przede wszystkim dlatego, że gmina zdecydowała się zorganizować go po raz pierwszy. Specjalnie na ten cel, także pierwszy raz, zarezerwowano w budżecie gminy środki w wysokości 140 tys. złotych.

Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że czytając kryteria, jakie musi spełnić organizacja ubiegająca się o środki z konkursu na rozwój i promocję kultury, można odnieść wrażenie, że kryteria te uda się zrealizować jedynie stowarzyszeniu „Jedlnia Dzieciom” i były one dobierane specjalnie pod tę organizację pozarządową. Skąd taki wniosek? Łatwo to dostrzec porównując konkursowe wymagania z zadaniami, jakimi zajmuje się to stowarzyszenie. I tak organizacja ubiegająca się o dotację musi zorganizować między innymi zajęcia: plastyczne, taniec, szachy, tenis, zajęcia kulinarne, piłkę nożną, język angielski i, najlepsze, zajęcia z capoeiry! Wszystkie te zajęcia ma w swojej ofercie stowarzyszenie „Jedlnia Dzieciom”. Zresztą chyba nikt poza nimi nie prowadzi na terenie gminy tak fantazyjnych przedsięwzięć jak capoeira. Czytając ogłoszenie o konkursie na stronie gminy można nawet się pomylić i uznać, że czyta się nie kryteria konkursu tylko ofertę stowarzyszenia. Zaskakująca zbieżność tematyczna.

Nie miałbym żadnych zastrzeżeń, bo nie można podważać tego, że stowarzyszenie odwala kawał dobrej i pożytecznej roboty organizując czas dzieciakom. Tyle tylko, że trzeba pamiętać o tym, że stowarzyszenie aktywnie włączyło się w kampanię wyborczą Piotra Leśnowolskiego. Na jednym z festynów na terenie szkoły i w obecności dzieci – co było złamaniem przepisów Kodeksu wyborczego – pan Leśnowolski rozpoczynał swoją kampanię wyborczą i przedstawiał swoich kandydatów do Rady Gminy. Może to rodzić uzasadnione podejrzenie, że konkurs „otwarty” jest tylko z nazwy i, co gorsza, że jest to forma odwdzięczenia się za udzielone poparcie w trakcie kampanii wyborczej i motywacja do popierania obecnego wójta przez stowarzyszenie w przyszłości. Oczywiście wszystko będzie jasne, kiedy znane będą wyniki i proporcje podziału publicznych pieniędzy pomiędzy wszystkie aplikujące organizacje pozarządowe. Niemniej jednak zastanawiające jest dlaczego konkurs w takiej skali i z takimi pieniędzmi zorganizowano pierwszy raz i dlaczego dopiero teraz?

razem

festyn

Warto także przyglądać się temu postępowaniu także z innych powodów. Pan wójt deklarował w czasie kampanii wyborczej, że będzie wspierał inicjatywy społeczne i ściśle współpracował ze stowarzyszeniami (w liczbie mnogiej) i klubami z terenu naszej gminy. Zobaczymy i przekonamy się, czy rozstrzygnięcie tego konkursu będzie potwierdzało jego słowa oraz to, czy to wspieranie nie będzie jakoś wybiórcze. Trzeba zwrócić uwagę, że na terenie gminy aktywnie działa kilka organizacji pozarządowych, które funkcjonują znacznie dłużej niż „Jedlnia Dzieciom” i przejawiają różne „inicjatywy społeczne”. I dobrze byłoby gdyby zostały one uwzględnione przy podziale środków proporcjonalnie do zaangażowania, jakim się wykazują.

stowa

Czyje uprzedzenia realizuje Rada Gminy?

W ostatnich dniach grudnia odbyły się dwie sesje Rady Gminy Jedlnia-Letnisko. Niestety wnioski, jakie można wyciągnąć analizując zachowanie nowej większości w Radzie, nie są zbyt optymistyczne. Kolejny raz, przynajmniej na razie, należy przygotować się na duże porcje obłudy i cynizmu.

Obłudę i cynizm pokazał właśnie cały klub „Razem dla Gminy” w czasie sesji nadzwyczajnej, odrzucając kandydaturę Renaty Pasek na funkcję wiceprzewodniczącej Rady Gminy. Pani przewodnicząca Grad deklarowała niedawno merytoryczną współpracę ze wszystkimi radnymi, bez uprawiania zbędnej polityki. Długo nie trzeba było czekać, aby sprawdzić, jaka jest wiarygodność nowej przewodniczącej. Merytoryczna współpraca wyglądała tak, że większość radnych nie podała nawet jednego rzeczowego argumentu przeciwko kandydaturze Renaty Pasek! Po prostu „nie, bo nie”. Pocieszająca jest jednak reakcja sołtysów i mieszkańców obecnych na sesji, którzy wyrazili swoją dezaprobatę dla takiego niemerytorycznego nastawienia. Trzeba liczyć, że takie zachowanie nie spodoba się również mieszkańcom, którzy mogą oglądać sesje w Internecie.

protokol

źródło: http://jedlnia.pl/asp/pl_start.asp?typ=13&sub=92&menu=121&dzialy=121&akcja=artykul&artykul=3349

Sytuacja ta jest dosyć komiczna, bo czym może uzasadnić swoją postawę pani Grad, która mieszka w naszej gminie od trzech lat i dotychczas nie angażowała się na rzecz lokalnego samorządu? Nie wiem, kiedy zdążyła poznać pracę samorządową Renaty Pasek, która jest wybierana na radną ze swojego okręgu od 2006 r. Z czego wywodzi więc swoje przesłanki do tak krytycznej, dyskredytującej oceny wobec pani Pasek? Podobnie inni radni, którzy głosowali przeciwko tej kandydaturze. W większości to ludzie nowi, którzy do tej pory nie interesowali się pracą samorządu. Skąd  zatem czerpią argumenty do tak jednoznacznie krytycznej oceny, nie przedstawiając żadnych racji na poparcie swojego stanowiska?

Wydaje się niestety, że klub „Razem dla Gminy” to, jak na razie, narzędzie w rękach jednego człowieka, któremu radni muszą być posłuszni. I oprócz założonych celów, większość w Radzie Gminy „przy okazji” realizuje także fobie i bezpodstawne uprzedzenia tego człowieka. Wiadomo o kogo chodzi, bo część tych fobii i uprzedzeń była publicznie prezentowana w kampanii wyborczej na stanowisko wójta. Szkoda tylko, że ktoś z klubu „RdG” uczynił sobie bezwolne narzędzie do wdrażania w życie swoich negatywnych uczuć i emocji, jakie żywi względem innych osób, a radni bezkrytycznie zaakceptowali taką rolę. Jeżeli będą oni dalej głosować tak, jak koś im każe, to nic gorszego nie mogło spotkać naszej gminy. Znów Rada będzie „maszynką” do automatycznego przyklepywania decyzji, podjętych w innym gabinecie.

Kampania wyborcza już dawno się skończyła, zatem dobrze by było, aby nasi samorządowcy nie wpisywali się w scenariusze czy uprzedzenia pomyślane na czas walki wyborczej. Według mnie najważniejszą cechą dobrego radnego powinna być niezależność i samodzielność w myśleniu i podejmowaniu decyzji. W przeciwnym wypadku radny staje się marionetką, którą ktoś inny steruje. Zobaczymy, czy Rada Gminy w kolejnych sprawach też będzie realizować „nakazy”, jak należy głosować. W takim przypadku mieszkańcy powinni kierować do swoich radnych pytania, czyje interesy chcą realizować?

Czy będzie podwyżka opłat za wywóz śmieci?

Kilka dni temu Urząd Gminy rozstrzygnął przetarg na odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych. Sprawą wywozu śmieci ma także zająć się komisja budżetowa, która na swoim najbliższym posiedzeniu będzie opiniować projekt uchwały w sprawie określenia „stawki opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi od gospodarstwa domowego”. Niechlubna tradycja, w której ze strony urzędu nie ma żadnych informacji, w jaki sposób mają być zmienione opłaty i czy planowane są jakieś podwyżki, jest kontynuowana kolejny raz. Nie jest również opublikowany projekt uchwały, która ma być opiniowana. Z drugiej strony, nie byłoby chyba potrzeby, aby opiniować opłaty, jeśli pozostawałyby one na dotychczasowym poziomie. Szkoda tylko, że po raz kolejny mieszkańcy zdani są wyłącznie na domysły i ukrywa się przed nimi niewygodne informacje. Ciekaw jestem, jak ewentualna podwyżka opłat za śmieci zostanie odebrana przez mieszkańców w kontekście niedawnej, prawie maksymalnej podwyżki pensji dla wójta i jego planów zadłużania gminy.

Zresztą bardzo interesujący, żeby nie powiedzieć zastanawiający, jest w tym kontekście sam przetarg i jego rozstrzygnięcie. Sporo można wywnioskować na podstawie analizy postępowań w zakresie zagospodarowania odpadami z lat wcześniejszych.

Pierwszy przetarg na nowych zasadach, w których obowiązek gospodarowania odpadami został przerzucony na gminy, obejmował okres 1 lipca 2013 – 30 czerwca 2014. W specyfikacji zapisano między innymi: liczba gospodarstw domowych – 3234; liczba osób zameldowanych – 12 326; przewidywana ilość odpadów w skali roku – 1800 Mg (tj. 1800 ton). Postępowanie wygrała firma Almax za cenę 518 673, 60 zł.

Na okres od 1 lipca 2014 do końca tego roku zorganizowano kolejny przetarg, w którego specyfikacji założono: liczba gospodarstw domowych – 3349; liczba osób zameldowanych – 12 361; przewidywana ilość odpadów w skali roku – 1300 Mg. Tym razem udzielono zamówienia firmie Tonsmeier Wschód (czyli dawany Almax) za cenę 402 447,66 zł! Łatwo zobaczyć, że półroczny wywóz odpadów kosztował niewiele mniej (116 225,94 zł), niż wcześniejszy przetarg obejmujący cały rok!

Natomiast w przetargu obejmującym cały 2015 rok (od 1 stycznia do 31 grudnia) założono: liczba gospodarstw domowych – 3280;  liczba osób zameldowanych – 12 416; przewidywana ilość odpadów w skali roku – 1300 Mg. Po raz kolejny zamówienia udzielono  firmie Tonsmeier Wschód, tym razem za ceną aż 839 964,00 zł! Czyli w stosunku do poprzedniego przetargu obejmującego okres całego roku jest to wzrost ceny o ponad 60%!

W tym ostatnim przetargu zwracają uwagę gigantyczne wręcz ilości zarezerwowane dla punktu selektywnego zbierania odpadków komunalnych (PSZOK). Szacowane jest między innymi zebranie 100 ton odpadów zielonych, 20 ton zużytych opon, 20 ton zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego, czy 150 ton odpadów remontowych! W tym przypadku widać wyraźny wzrost, natomiast liczba gospodarstw i liczba mieszkańców są na podobnym poziomie co wcześniej, z kolei szacowana liczba odpadów, w stosunku do wcześniejszego okresu pełnego roku, jest mniejsza o 500 Mg (500 ton)! Należy zatem postawić pytanie, z czego wynika tak drastycznie wysoka cena, wyższa o ponad 60% (321 290,40 zł) w stosunku do poprzedniego przetargu obejmującego pełny rok? Jeśli dodamy do tego fakt, że od kilkunastu tygodni (nawet jeszcze przed rozpisaniem przetargu) gwałtownie spada cena paliwa, a nasza gmina leży blisko Radomia, ma małą powierzchnię i zwartą zabudowę (sama Jedlnia-Letnisko to blisko 1/3 wszystkich mieszkańców gminy), to zaproponowana cena powinna budzić zastanowienie.

Warto chyba by było, aby jakieś niezależne instytucje sprawdziły prawidłowość postępowań przetargowych prowadzonych w naszej gminie, także pod względem gospodarności. Niezależnie od tego, skoro zaproponowana cena jest wyższa o ponad 60% w stosunku do poprzedniego przetargu, to chyba z dużym prawdopodobieństwem można odpowiedzieć na pytanie, co będzie przedmiotem posiedzenia komisji budżetowej i jakie to będzie miało skutki dla wszystkich mieszkańców!

III Sesja Rady Gminy Jedlnia-Letnisko.

W dniu wczorajszym odbyła się III Sesja Rady Gminy Jedlnia-Letnisko, która była jednocześnie pierwszą sesją roboczą. Radni podjęli decyzje personale odnośnie uzupełnienie składu prezydium RG oraz wyboru składu osobowego komisji stałych.

Skład prezydium dostępny jest tutaj.

Skład komisji stałych dostępny jest tutaj.

Ponadto radni pozostawili na ubiegłorocznym poziomie cenę skupu żyta do celów ustalania podatku rolnego w wysokości 40 zł/dt. Rada nie zgodziła się na propozycję Roberta Borkowskiego, aby w związku z trudną sytuacją pogodową podczas żniw, a tym samym słabych plonów, obniżyć rolnikom tę stawkę do 35 zł.

Rada Gminy ustaliła także wysokość poborów wójta gminy Jedlnia-Letnisko. Jego pensja zasadnicza będzie wynosić 5 900 zł, dodatek funkcyjny 1 900 zł, dodatek specjalny w wysokości 30% pensji zasadniczej i dodatku funkcyjnego. Oprócz dodatku specjalnego, który maksymalnie może wynosić 40%, pozostałe składniki uposażenia są na maksymalnym dopuszczonym przez prawo poziomie. Za taką pensją głosowali radni: Katarzyna Baran, Beata Bartkiewicz, Monika Ciupińska, Monika Dąbrowska, Bożena Grad, Mieczysław Kaim, Jan Krakowiak, Piotr Piaseczny, Karol Rzeszowski.

Nie będę na razie odnosił się do merytorycznych – to ulubione słowo nowej przewodniczącej – rozstrzygnięć Rady Gminy. Mam nadzieję, że wszyscy zainteresowani obejrzą zamieszczoną poniżej relację z sesji i sami będą mogli wyrobić sobie zdanie na ten temat. Myślę, że więcej, szczególnie w kontekście powyższych decyzji, będzie można powiedzieć po kolejnej sesji, na której będzie uchwalany budżet. Chciałbym jednak skomentować kilka spraw organizacyjnych i formalnych dotyczących sesji, jakie wywołały moje lekkie zdziwienie.

Przede wszystkim uwagę zwróciła swoim zachowaniem nowa przewodnicząca RG, Bożena Grad, która już na początku zażyczyła sobie, aby pytania do wójta składać w formie pisemnej i odpowiedź na nie ma być udzielana w statutowym terminie 14 dni. Tymczasem sam statut wyraźnie odróżnia pisemne interpelacje od ustnych zapytań. I w przypadku tych drugich wójt powinien odpowiedzieć na nie na sesji, na której usłyszał pytanie. Dopiero w przypadku braku możliwości bezpośredniego ustosunkowania się do pytania, wójta obowiązuje 14 dniowy termin udzielenia odpowiedzi na piśmie.

Ja odczytuję to żądanie nowej przewodniczącej jako brak dobrej woli i brak znajomości przepisów, bo przecież kodeks postępowania administracyjnego, którego przepisy – według pani Grad – obowiązują również Radę Gminy, przesądza, że organy administracji powinny działać w sprawie wnikliwie i szybko, posługując się przy tym możliwie najprostszymi środkami (odpowiedź ustna na pytanie jest w mojej opinii środkiem załatwienia sprawy prostszym niż złożenie pisma i oczekiwanie na pisemną odpowiedź z urzędu), a sprawy nie wymagające zbierania dowodów, informacji lub wyjaśnień powinny być załatwione niezwłocznie (art. 12)! W innym miejscu k.p.a określa, że jeśli inny przepis prawny nie stoi temu na przeszkodzie, sprawy mogą być załatwiane ustnie (art. 14 § 2), także pozostaje zapytać, gdzie pani Grad ma jakiś problem?

Takie żądania pani Grad mogą dziwić, bo na świecie panuje raczej odwrotna tendencja, aby ograniczać przejawy biurokratyzmu i wszelkie możliwe formalności do minimum, tam gdzie jest to możliwe oczywiście. U nas, dzięki nowej przewodniczącej biurokracja ma kwitnąć w najlepsze! Zresztą trochę niesmak może budzić, że osoba – pani Grad sama to publicznie potwierdziła – która jest mieszkańcem naszej gminy od zaledwie trzech lat, chce radnym narzucać jakieś zwyczaje przyniesione z Radomia – co też przyznała. Chyba odrobina pokory nakazywałaby, aby pochylić się nad obyczajami jakie dotychczas panowały na posiedzeniach RG, a nie od razu próbować narzucać swoje „wydumane” standardy. Takie postępowanie byłoby zrozumiałe, gdyby dotychczasowe procedury funkcjonowały niewłaściwie lub powodowały jakieś utrudnienia w pracy RG, ale przecież nic takiego nie miało miejsca. Liczę, że radni nie zgodzą się na pisemną formę zadawania pytań i czternastodniowy termin odpowiedzi, bo w przypadku pojawienia się pilnych spraw, przy takim trybie, RG właściwie pozbawiona będzie uprawnień kontrolnych względem wójta! Zresztą sądzę, że cała ta inicjatywa taki właśnie miała cel, aby odsunąć od wójta konieczność odpowiadania na niewygodne pytania – których w ostatnim czasie nie brakowało – na późniejszy czas, kiedy wszystko przycichnie. Sporo urzędniczych absurdów, jak na początek!

Odniosłem zresztą wrażenie, niestety po raz kolejny, że swoimi wypowiedziami pani Grad nie chce reprezentować całej Rady i wszystkich radnych oraz mieszkańców, którzy ich wybrali, ale stawia się w roli adwokata pana wójta. Niestety taka postawa nie wróży nic dobrego dla naszej gminy, tym bardziej, że na początku poprzedniej kadencji także mieliśmy do czynienia z serwilistycznie nastawionym do wójta przewodniczącym.