„Jest pan idiotą”, czyli radny Chrzanowski po raz kolejny sięga dna.

Dzisiejsza sesja była kolejnym popisem chamstwa i prostactwa w wykonaniu radnego Chrzanowskiego. Ten człowiek po raz kolejny publicznie udowodnił wszystkim, że pozbawiony jest elementarnych zasad kultury, a także obce są mu pojęcia, takie jak „godność” czy „honor”. Ale to, co Chrzanowski zrobił dzisiaj przekracza już pewne granice. Granice, na przekraczanie których godzić nie powinien się żaden przyzwoity człowiek. W pewnym momencie sesji Chrzanowski zwrócił się, powtarzając to dwukrotnie, do przewodniczącego Kuropieski: „Jest pan idiotą”. Kilka tygodni temu radny Spasiński usłyszał, aby „poszedł się leczyć”. Co będzie następne? Rękoczyny? Dlaczego godzimy się, aby w życiu publicznym obecne były osoby z takimi standardami, z taką „klasą” i „stylem”? Pomyśleć tylko, że taki człowiek był przewodniczącym RG! Radny, który poucza innych, sugerując, że „wystaje im słoma z butów”, sam okazuje się zwykłym prostakiem na poziomie menelstwa spod budki z piwem. Czy mieszkańcy mają świadomość kogo wybrali do reprezentowania ich interesów i jak ich ta osoba reprezentuje? Czy zwyczaje warszawskich cwaniaków już na stałe zostaną zaszczepione w naszej gminie? Po raz kolejny powtarzam, istotą demokracji jest spór. Można a nawet trzeba się spierać, czasami w sposób bardzo ostry, ale nie ma i nie może być przyzwolenia na chamskie obrażanie i ubliżanie innym osobom.

Poza ekscesami radnego Chrzanowskiego, na sesji poruszanych było kilka istotnych spraw. Jedną z ważniejszych, w moim przekonaniu, była ta odnosząca się do złożenia przez wójta skargi kasacyjnej do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Skarga dotyczy niekorzystnego dla wójta rozstrzygnięcia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który odrzucił zażalenie Leśnowolskiego na uchwałę RG obniżającą mu pensję. Bulwersujące w tym wszystkim jest to, że wójt w sprawie dotyczącej jego prywatnego interesu, wykorzystuje kancelarię prawną, zatrudnioną do obsługi organów gminy. Ze względu na fakt, że do występowania przed NSA należy upoważnić zawodowego prawnika, a gminni prawnicy zajmują się sprawą wójta, nie ma komu reprezentować stanowiska RG.

Śmiesznie wyglądały tłumaczenia Leśnowolskiego, który mówił, że sprawa nie dotyczy jego prywatnego interesu, ale jego praw pracowniczych jako wójta. Ciekawe, który pracodawca, państwowy czy prywatny, do pracownika, któremu obniżył pensję powiedziałby: „masz chłopie tu do dyspozycji naszego prawnika, idź, wystąp do sądu przeciwko nam”. Czy ta sytuacja nie wygląda kuriozalnie, a wręcz komicznie? Ciekawe jeszcze kto ponosi wszystkie koszty postępowania przed NSA? Niemniej jednak Leśnowolski kolejny raz wykorzystuje urząd i to, że pełni funkcje jego kierownika do swoich prywatnych celów. Dlaczego pan Leśnowolski nie wynajmie sobie jako osoba prywatna innej kancelarii? Chyba prawnicy z gminy uświadomili wójta, jakie byłyby koszty obsługi prawnej oraz samego postępowanie przed NSA. A tak wszystko odbywa się za publiczne pieniądze. I kasa się zgadza.

W jaki sposób wójt prowadzi politykę „oszczędzania”.

Konieczność wprowadzenia działań oszczędnościowych i zaprzestanie niegospodarnej polityki – to jedne z głównych postulatów Piotra Leśnowolskiego w dwóch kolejnych kampaniach wyborczych z 2010 i 2011 roku. Ostatnio starałem się pokazać, że obecny wójt nie ma żadnego pomysłu na wykorzystanie letniskowego charakteru naszej gminy oraz niegospodarnie zarządza jej majątkiem (choćby poprzez niewykorzystywanie kajaków i rowerków wodnych). Dziś, spośród licznych przykładów, chciałbym zaprezentować, jakim „specjalistą” od wprowadzania racjonalnych oszczędności jest pan Leśnowolski.

Potencjalnych przykładów w tym temacie jest dosłownie bez liku, ale ja wybrałem tylko jeden, który w moim przekonaniu jest najbardziej jaskrawy. Przeglądając oświadczenia majątkowe, moją uwagę zwróciła jedna rzecz. Otóż jedna z pań dyrektor szkoły zarobiła w ubiegłym roku ponad 83 tys. złotych. Ale nie to wywołało moje zdumienie, ale fakt, że oprócz gigantycznej, jak na nasze warunki, pensji, pani dyrektor w ubiegłym roku zainkasowała także emeryturę na kwotę ponad 51 tys. złotych!

Nie zazdroszczę nikomu jego pieniędzy, ale ta sytuacja powinna rodzić kilka pytań. Najważniejsze z nich to: jaki interes ma gmina, aby wypłacać tak niebotyczną pensję osobie, która powinna odpoczywać sobie na emeryturze? Pewnie poza utrzymywaniem przez wójta dobrosąsiedzkich relacji, nie ma żadnych argumentów przemawiających za pozostawieniem tej osoby na stanowisku. Tylko dlaczego decydujące są czynniki pozamerytoryczne, a nie rachunek ekonomiczny? Wydaje mi się, że jedną decyzją można by było zaoszczędzić kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt tysięcy złotych!  Inną wątpliwością, na którą można zwrócić uwagę, jest kwestia tego, w jaki sposób było możliwe, by osoba, która przekroczyła wiek emerytalny mogła w ogóle przystąpić do konkursu na stanowisko dyrektora i wygrać ten konkurs? Czy etycznym jest także to, że osoba pobierająca emeryturę, przy ogromnym bezrobociu, blokuje miejsce pracy innemu nauczycielowi? Potrafiłbym jeszcze zrozumieć, gdyby dorabiał sobie „zwykły” nauczyciel-emeryt, któremu brakuje do pierwszego, ale nie osoba na stanowisku dyrektora z taką emeryturą.

Muszę powtórzyć, wypowiadane już przeze mnie, stwierdzenie, że dopóki na piedestale będą osoby, dla których pieniądze są wartością nadrzędną, to w tym kraju nigdy nie będzie lepiej. A jakie obrazy, choćby tylko z naszej gminy, w tym temacie można przywołać z ostatnich tygodni? Wójt skarżący RG do sądu o obniżenie mu pensji (choć publicznie deklarował, że nie kandyduje dla pieniędzy) czy radna dopominająca się o dietę za sesję, na której nie była obecna, to postawy, które nie mogą napawać optymizmem. W tym konkretnym przypadku także pieniądze grają pierwszorzędną rolę. Jeżeli pani dyrektor pobędzie jeszcze trochę na swoim stanowisku, to przykładowo wysokość kolejnej nagrody jubileuszowej, od tak gigantycznej pensji zasadniczej, większość mieszkańców naszej gminy, którzy notabene płacą podatki na tę pensję i nagrody, zwaliłaby z nóg. I chyba właśnie tylko o to chodzi, aby „kasa się zgadzała”. W każdym razie, można odnieść wrażenie, że gmina nie jest po, by „zaspokajać zbiorowe potrzeby mieszkańców” – jak to określa ustawa o samorządzie gminnym, ale jej zadaniem jest zaspokajanie niepohamowanych potrzeb kilku osób ze „świecznika”, które z gminy uczyniły sobie „dojną krowę”.

Przejście na emeryturę jest idealną okazją, aby swoją wiedzą i bogatym doświadczeniem zawodowym i życiowym zaangażować się w pracę społeczną na rzecz lokalnej wspólnoty. Mądrość takich osób przez lata jeszcze może być wykorzystywana z pożytkiem. Ale po co się poświęcać i uchodzić za naiwnego „frajera”, skoro w dalszym ciągu jest możliwość wyciągania swoich rączek po najłatwiejsze, czyli publiczne pieniądze i frajerów robić z całego społeczeństwa, które musi na to płacić.

Nie chcę wdawać się w merytoryczną ocenę pracy tej konkretnej pani dyrektor, ale nurtuje mnie pytanie, za co płacone są tak gigantyczne pensje. Ile na przykład projektów unijnych zostało napisanych, czy ile środków zewnętrznych, tak aby odciążyć budżet gminny, zostało zdobytych przez panią dyrektor w ciągu ostatnich lat? Bo samo układanie arkusza organizacyjnego, przy posiadaniu dwóch zastępców, nie wydaje się pracą zbyt tytaniczną. Czy powinniśmy płacić olbrzymie pensje dyrektorom, którzy na dobrą sprawę są „administratorami”, a nie kreatywnymi, przejawiającymi inicjatywę, potrafiącymi zdobyć środki zewnętrzne „managerami”. Dla przykładu proszę porównać, ile zarabiają dyrektorzy największych szkół w Radomiu: link 1, link 2, link 3. Dyrektorzy radomskich ogólniaków, czy ogromnej szkoły, jaką jest „Elektronik”, zarabiają mniej niż dyrektor-emeryt u nas! Pytanie tylko dlaczego się na to godzimy? A później przychodzi wójt jeden czy drugi i na „dzień dobry” podwyżka podatków, bo na pensje brakuje.

Z drugiej strony, tak się zastanawiam, czy istnieje jeszcze coś takiego, jak elementarne poczucie przyzwoitości? Czy znane jest pojęcie umiaru? Czy przychodzi taka refleksja, że „może już mi wystarczy, może pora dać sobie spokój”. Szczególnie w tym przypadku, jaki przykład i jakie wartości przekazywane są młodemu pokoleniu: że liczy się tylko „kasa” i trzeba się trzymać stołka, tak długo, jak to jest tylko możliwe? Kto obecnie może liczyć na emeryturę wynoszącą ponad 50 tys. złotych rocznie? Można łupić i ZUS, czyli de facto budżet państwa, i budżet gminy, skoro tylko nadarza się taka okazja? I oczywiście jest to etyczne i jak najbardziej godne naśladowania. A przykład idzie przecież z góry. Niech młodzi nasiąkają tą zgnilizną, niech będą wychowywani w duchu takich wartości, to dobrze wróży przyszłości tego kraju…

Jedlnia-Letnisko – gmina letniskowa tylko teoretycznie?

W ciągu ostatnich lat o letniskowym charakterze naszej gminy świadczy już tylko jej nazwa. Kolejni wójtowie nie potrafią skutecznie wykorzystać potencjału, jaki posiada gmina, a główny atut, jakim jest zalew, ostatnio miejscami zamienia się w śmierdzące bajoro, wyłącznie odstraszające ludzi. Ten całkowity brak pomysłu na wykorzystanie naszych walorów i przysporzenia gminie dodatkowych korzyści jest też udziałem wójta Piotra Leśnowolskiego. Nie przekonuje mnie jego, w moim przekonaniu, chora logika inwestycyjna, że z jednej strony mamy wykładać pieniądze na projekt oczyszczania zalewu, a z drugiej strony, w planowanej ulicy Radomskiej zaprojektowano kanał burzowy, którym woda będzie spływała przed zbiornikiem wodnym, zanieczyszczając go. Po co wykładać pieniądze na oczyszczanie zalewu, skoro przez ten kanał za kilka lat jego stan będzie taki jak dzisiaj, albo i gorszy.

Ale dowodów na to, że wójt Leśnowolski nie ma żadnego pomysłu na wykorzystanie letniskowego charakteru naszej gminy jest więcej. Dziś chciałbym przedstawić dwie z pozoru błahe sprawy, które jednak dobrze pokazują, jak „gospodarnego” wójta mamy. Ostatnio te kwestie były poruszane na sesji absolutoryjnej, ale jakoś „drobnostki”, które chcę przedstawić, nie były przedmiotem debaty, a szkoda!

Trzeba przyznać, że w ostatnim czasie, pod względem estetycznym, znacząco poprawiło się otoczenie zalewu. Zainstalowane zostały nowe lampy, siłownie zewnętrzne czy tablice informacyjne. Szkoda tylko, że te ostatnie zawierają nieprawdziwe, a wręcz kłamliwe informacje. Na jednej z nich, dotyczącej możliwych form aktywnego wypoczynku możemy przeczytać: „Kajaki, rowery wodne czy też pływające molo na pewno ucieszą osoby, które przyjadą nad zalew w Siczakch […]”.

Zdjęcie-0033

Można, a nawet trzeba postawić jedno pytanie: czy ktoś od co najmniej dwóch lat widział pływające po zalewie kajaki albo rowerki wodne udostępniane przez gminę? Rozumiem, że woda jest na tyle brudna, że nie można się w niej kapać, ale co stoi na przeszkodzie,  aby pływać po niej kajakami i rowerkami wodnymi? Już w zeszłym sezonie dochodziły także do mnie pytania od niektórych osób, dlaczego nie można wypożyczyć kajaka lub rowerka wodnego. W ogóle kwestia samego sprzętu wodnego, to ciekawa historia, bo ktoś może zapytać, gdzie ten sprzęt jest. Przeprowadziłem „prywatne dochodzenie” i udało mi się odnaleźć, rzucone bez ładu i składu, jeden na drugim, sprzęty pływające na tyłach oczyszczalni. To jest dopiero gospodarność! Sprzęt, który mógłby na siebie zarabiać (z tego co pamiętam, jakieś trzy lata temu wynajęcie kajaka na godzinę kosztowało 10 zł), który był umiejscowiony w przystosowanej do jego przechowywania, zadaszonej wiacie, leży sobie odłogiem, nikomu niepotrzebny, wystawiony na niszczące działanie warunków atmosferycznych! Tak gospodaruje się mieniem gminy! Czy to nie marnotrawstwo?

Zdjęcie-0014

Ale ja się tej sytuacji wcale nie dziwię, skoro nie ma jednostki, która odpowiadałby za podejmowanie i rozwijanie możliwości aktywnego wypoczynku w gminie, zresztą nie tylko nad zalewem. Jedną z pierwszych decyzji obecnego wójta była ta o likwidacji Gminnego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Według mnie, nie było żadnych przesłanek merytorycznych uzasadniających likwidację GOSiR-u, a co najwyżej osobiste urazy kilku osób do radnego Lewandowskiego, który chyba tam pracował. Tak się dzieje, jak do władzy dorwą się osoby kierujące się emocjami, a nie chłodną kalkulacją i zdrowym rozsądkiem. Skutki tej decyzji, w postaci niszczejącego dobrego sprzętu można oglądać na tyłach oczyszczalni. Co jak co, ale w gminie o takim charakterze jak nasza, ta jednostka byłaby bardzo potrzebna i mogłaby efektywnie funkcjonować. Jest jeszcze co najmniej kila ciekawych pomysłów, które mogłyby być prowadzone przez GOSiR, a które to pomysły przy niewielkich nakładach mogłyby przynieść zysk gminie. Ale do tego potrzebny jest wójt otwarty na różne inicjatywy, słuchający różnych ludzi, a nie tylko swoich, pożal się Boże, doradców, nie wiadomo, jakiej proweniencji.

W tym kontekście kpiną z mieszkańców wydaje się tablica informująca o możliwych formach aktywnego wypoczynku. Ja odbieram to jako przedwyborczą propagandę, która ma na celu zakryć nieudolność i niegospodarność wójta. Jest to mały skandal, że na takiej tablicy znajdują się informacje, nie mające żadnego pokrycia w rzeczywistości. Mam nadzieję, że teraz każdy pytający o to, dlaczego znowu nie można wypożyczyć sprzętu pływającego, uzyska jednoznaczną odpowiedź, że odpowiedzialnym za ten stan jest wójt Piotr Leśnowolski!

Druga sprawa, też drobna, ale, w moim przekonaniu, istotna i pokazująca, jak „dobrym” gospodarzem i o czyje interesy dba pan Leśnowolski. Chodzi mi o parking przy ulicy Nadrzecznej. Na początku swojego urzędowania wójt zlikwidował obowiązującą w okresie letnim opłatę za korzystanie z tego parkingu. Według mnie była to całkowicie niezrozumiała decyzja. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, kto głównie korzysta z tych miejsc postojowych? Na pewno nie mieszkańcy gminy, którzy nad zalew (jeśli nie będzie śmierdziało) przyjdą na spacer albo przyjadą rowerami. Dlaczego więc mamy rezygnować z choćby niewielkich wpływów, które pochodziły w przeważającej części od zmotoryzowanych turystów spoza naszej gminy?

Nie chcę tu wzbudzać żadnych resentymentów pomiędzy mieszkańcami Jedlni i Radomia – którzy w większości korzystają z tego parkingu, ale w dzisiejszych czasach dobre relacje między jednostkami samorządu terytorialnego determinowane są głównie przez względy ekonomiczne. Warto podać prosty przykład. Kiedy jeszcze linię „J” obsługiwało radomskie MPK, oprócz biletu kupowanego przez każdego pasażera, gmina dopłacała miejskiej spółce z pieniędzy podatników, aby ta w ogóle chciała obsługiwać tę linię (rzekomo nierentowną, chociaż obecny przewoźnik, z tego co wiem, nie korzysta z publicznych pieniędzy i jakoś nie narzeka na opłacalność prowadzonego biznesu), a więc każdy pasażer płacił podwójnie. Było to klasyczne wyciąganie pieniędzy od mieszkańców Jedlni, aby „zoptymalizować” zyski. Swoją drogą nie ma w tym nic zdrożnego, bo celem każdej spółki jest osiągnięcie jak największego zysku.

Ale z drugiej strony, dlaczego z naszych pieniędzy mamy fundować radomianom wypoczynek w komfortowych warunkach? Korzystają oni z naszej infrastruktury (przykładowo warto zauważyć, że gros śmieci w koszach pochodzi od przyjezdnych), nie ponosząc przy tym żadnej, choćby symbolicznej opłaty? Wszystkie poczynione w ostatnich latach inwestycje (także za poprzedniego wójta) zawierały wkład własny, a więc pieniądze pochodzące z naszych podatków. Wykładamy jako mieszkańcy środki, a nic z tego nie mamy. Rzekomo jesteśmy gminą turystyczną, a ile, poza dobrym wrażeniem, zarabiamy na tych turystach jako gmina? Wszystko to może sprawiać wrażenie, jakbyśmy mieli płacić podatki wyłącznie po to, aby zapewnić przyjezdnym gościom dobrą zabawę, nie uzyskując (poza kilkoma przedsiębiorcami) nic w zamian. Poza tym jeżeli kogoś stać, aby jeździć samochodem, niech go będzie również stać na to, aby zapłacić te symboliczne 2 złote, nie tylko za parking, ale także za utrzymanie porządku wzdłuż całej ulicy Nadrzecznej, którą spacerują przyjezdni goście. A jeśli ktoś konieczne nie chce płacić, zawsze może przyjechać autobusem lub pociągiem.

Dla przykładu, poniżej zamieszam zdjęcie części parkingu z dnia 19 czerwca (Boże Ciało) tego roku, które świetnie obrazuje, jaka ilość samochodów korzysta z tych miejsc postojowych. Przy sprzyjającej pogodzie, nawet w dniu roboczym przez parking przewija się około 150-300 samochodów, natomiast w czasie każdego dnia weekendu (piątek-niedziela), myślę, że ta liczba może przekraczać nawet 1000 (oczywiście należy uwzględnić, że po ewentualnym przywróceniu opłaty liczby te spadłyby). Jeżeli dla gminy są to „zbyt małe” pieniądze, aby zawracać sobie głowę, to ostatnio pojawił się pomysł, aby przekazać pobieranie opłat na przykład miejscowym harcerzom. Nie wiem czy jest taka możliwość z prawnego punku widzenia, ale sam pomysł na pewno jest warty rozważenia.

Zdjęcie-0017

Te dwa niewielkie przykłady to, w mojej opinii, kolejne, ale jakże znamienne argumenty świadczące o nieudolności, niegospodarności i braku umiejętności wykorzystania potencjału, jaki ma nasza gmina, przez obecnego wójta. Można by w tym miejscu przytoczyć słowa Jerzego Chrzanowskiego z kampanii wyborczej przed powtórzonymi wyborami, odnoszące się do Dariusza Rzeczkowskiego, które dziś świetnie pasują także do obecnego wójta: „Mam wrażenie, że ta ekipa nie czuje tej gminy i jej walorów„. Drobne sprawy, które przy minimum zaangażowania środków i umiejętniej organizacji, mogłyby przynosić w okresie letnim, niewielkie bo niewielkie, ale zyski, nie są w kręgu zainteresowania gminnych urzędników. Widocznie wójt ma za dużo pieniędzy na wszystko i takie „drobne sumy” nie są mu potrzebne. Przypomnę, że przez pół roku wyłączania latarń ulicznych gmina oszczędziła około 8 tys. złotych. Wydaje mi się, że w obu poruszonych przeze mnie kwestiach, przy sprzyjającej pogodzie, zyski mogłyby być kilkukrotnie wyższe i w żaden sposób nie powodowałby uciążliwości dla mieszkańców. Ale do tego potrzeba wójta, który będzie chciał rzetelnie pracować na rzecz gminy i mieszkańców, a nie ciągle bił pianę i uprawiał tanią propagandę.

Sztuka manipulacji, czyli absolutorium „bez rozstrzygnięcia” i „na remis”.

Podczas ostatniej sesji Rady Gminy wójt nie uzyskał absolutorium za 2013 r., należy to wyraźnie podkreślić, szczególnie w kontekście kolejnych kłamstw wypisywanych na blogach panów Leśnowolskiego i Chrzanowskiego, mających na celu wprowadzenie lokalnej społeczności w błąd! Do kłamstw i manipulacji, jako metody uprawiania polityki przez naszą „elitę”, zapewne część mieszkańców zdążyła przywyknąć, teraz należy jeszcze do tego dodać brak umiejętności zniesienia porażki z godnością. Podczas sesji wielokrotnie w kierunku wójta padał zarzut, że jest „mistrzem manipulacji”. Nie trzeba było długo czekać, aby uzyskać potwierdzenie tych słów.

Pan Leśnowolski swój wpis na blogu rozpoczął od kłamliwego zdania: „Bez rozstrzygnięcia w sprawie absolutorium”. Z kolei radny Chrzanowski, w tej samej kłamliwej konwencji, nie dość, że powtarza te same bzdury, to wspomniał jeszcze, że stało się to „wobec głosowania remisowego”! Oczywiście jest to świadome działanie, podyktowane naiwną wiarą, że informacja o nieudzieleniu absolutorium wójtowi nie dotrze do społeczeństwa. Ale oprócz tego obaj panowie, chyba mimowolnie, wykazują się całkowitą ignorancją w zakresie funkcjonowania samorządu lokalnego.

Art. 14 Ustawy o samorządzie gminnym wyraźnie stwierdza, że „uchwały rady gminy zapadają zwykłą większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowego składu rady, w głosowaniu jawnym, chyba że ustawa stanowi inaczej”. Skoro radni głosowali wniosek o udzielenie absolutorium, to „głosowanie remisowe”, o którym pisze radny Chrzanowski, oznacza, że taki wniosek nie uzyskał wymaganej ustawowo większości, a w konsekwencji, co powtarzam kolejny raz, wójt nie uzyskał absolutorium! Nie ma mowy o braku rozstrzygnięcia lub jakimś „głosowaniu remisowym”.

Swego czasu wójt obiecywał, że sam będzie pisał „wiarygodne” relacje z sesji. Biorąc pod uwagę, jak wygląda polityka informacyjna Urzędu Gminy oraz to w jaki sposób przedstawiane jest nieuzyskanie absolutorium, może jednak lepiej dla nas, że pan Leśnowolski konsekwentnie nie realizuje swoich wcześniejszych obietnic, w tym tej o pisaniu przez siebie sprawozdań z sesji. Tego już by było naprawę za dużo i jeszcze ktoś byłby gotów uwierzyć w te kłamstwa prezentowane przez pana Leśnowolskiego :)