Obiektywizm i rzetelność wójta Leśnowolskiego.

Po okresie zimowego letargu wznowił swoją internetową działalność na blogu wójt Leśnowolski. I oprócz mętnego tłumaczenia powodów braku aktywności na blogu do tej pory (wiadomo: wybory, święta, a potem niespodziewanie nastał Nowy Rok – chociaż mamy już koniec marca) i chwalenia się ponadprzeciętnymi osiągnięciami w tym czasie w innych dziedzinach, pan Leśnowolski po raz kolejny domaga się dla siebie „głaskania po głowie” i ciągłego komplementowania jego zasług dla całej gminy. I chociaż, jak deklaruje, nie wdaje się w żadne pyskówki, to jednak musi skomentować nieprzychylne sobie wpisy, tak aby to jego było na wierzchu. Zarzuca przy tym krytykującym go osobom chęć dalszego „prowadzenia wojny”.

Nikt jednak żadnej wojny prowadzić nie chce, a pan Leśnowolski wciąż nie potrafi (albo nie chce) zrozumieć, że wolność słowa jest konstytucyjne zagwarantowanym prawem oraz to, że utrzymywane z publicznych pieniędzy władze, podlegają kontroli społecznej i mogą być przez to społeczeństwo krytykowane. Po prostu system demokratycznego państwa prawa, jakim jest Polska, pozwala każdemu na wyrażanie swoich krytycznych, choćby nawet nieuzasadnionych, opinii. I nie jest to żadne prowadzenie wojny, ale zwykła praktyka w demokratycznym kraju! Jeżeli opłacany z publicznych pieniędzy wójt tego nie rozumie, to albo ma zapędy dyktatorskie, albo koniecznie na własne życzenie chce się publicznie ośmieszać i kompromitować. No bo przecież w tej gminie nikt nie może mieć innego zdania niż pan Leśnowolski i nie wolno go także krytykować, ponieważ jest nieomylny :)

Pan Leśnowolski rozgryzł także prawdzie intencje opozycji, która zauważa jego najdrobniejsze potknięcie i pomyłki, a nie widzi „gigantycznych” sukcesów, jak na przykład przebudowa Placu Wolności (notabene w całości za środki własne). Nie będę kolejny raz pisał, jaka jest rola opozycji i to, że powinna wytykać choćby najmniejsze potknięcia władzy, aby ta nie popadła w samouwielbienie (co i tak ma miejsce), ale jest coś dziwnego w tym, że wójt który dysponuje niemałymi publicznymi środkami na promocję gminy, domaga się, aby jego „sukcesy” były relacjonowane także na jakichś niszowych blogach i portalach, których nikt i tak przecież nie czyta. Jednak zarzut wybiórczości jest mocno nietrafiony i kabotyński, bo także sam wójt Leśnowolski wybiera tematy, które mu pasują i którymi może się promować, natomiast nie odnosi się w żaden sposób do bardziej poważnych problemów związanych z jego osobą. W ostatnim czasie głośnie były dwie takie sprawy, co do których niewątpliwie mieszkańcom należałyby się wyjaśnienia ze strony wójta:

1. W poprzedniej kadencji komisja rewizyjna RG, jak i sama Rada Gminy wielokrotnie wzywały wójta do wykorzystania zaległego urlopu i zwracały uwagę, że niezrobienie tego może narazić gminę na duże koszty w związku z koniecznością wypłacenia wysokiego ekwiwalentu. Oczywiście pan Leśnowolski nic sobie nie robił z tych wezwań, chociaż zobowiązany jest jak każdy pracownik do wykorzystania urlopu, i lekceważył sobie Radę Gminy. Teraz na początku nowej kadencji wójt nie tylko dostał maksymalną podwyżkę od radnych ze swojego klubu, ale także, mimo upomnień poprzedniej RG, wypłacił sobie blisko 30 tys. zł ekwiwalentu za niewykorzystany urlop. Rodzi się zatem pytanie, jak nazwać takie postępowanie? Jako cyniczne i oszukańcze, czy jeszcze gorzej? Bo jak nazwać świadome i celowe łamanie prawa, aby wydoić trochę publicznych pieniędzy, tym bardziej, że nie było żadnych obiektywnych przyczyn, które przez trzy lata uniemożliwiałyby wykorzystywanie wójtowi urlopu. Jak w soczewce widać, że wraz ze wzrostem pazerności na pieniądze drastycznie obniża się uczciwość i elementarne poczucie przyzwoitości. Tak właśnie wygląda na każdym poziomie władzy ta mityczna „służba społeczeństwu”, żeby korzyści władzy były zawsze na pierwszym miejscu. Wiadomo, że prawdziwy dobry gospodarz także najpierw musi wypchać pieniędzmi swoje kieszenie.

2. Jeszcze ważniejsza jest sprawa toczącego się śledztwa dotyczącego podejrzenia przekroczenia uprawnień przez wójta Leśnowolskiego. Warto przypomnieć, że kiedy trzy lata temu portal jedlnia.org.pl napisał o prowadzonym postępowaniu w sprawie przebudowy ronda obok dworca PKP i użył w tym kontekście słowa „śledztwo”, wójt Leśnowolski w szale zaczął na urzędowej stronie internetowej pouczać oraz straszyć doniesieniami do prokuratury (LINK) – w czym się specjalizuje, gdyż żadne śledztwo, według niego, nie było prowadzone. Oczywiście tamta sytuacja wymagała, aby ustosunkował się do niej pan Leśnowolski. Z kolei teraz mamy informację jednoznacznie potwierdzoną przez rzeczniczkę Prokuratury Okręgowej, że śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez wójta Leśnowolskiego zostało wszczęte, a wójt mimo to milczy. Zawracam uwagę, że śledztwa są wszczynane w przypadku podejrzenia popełnienia poważnych przestępstw. W przypadku mniej poważnego naruszenie prawa prowadzi się dochodzenie, czyli uproszczoną formę postępowania przygotowawczego. Już samo wszczęcie śledztwa oznacza, że prokurator znalazł wystarczająco mocne przesłanki, aby je prowadzić. W innym przypadku zostało by wydane postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa. Sprawa dotyczy między innymi wysłania do mieszkańców Groszowic w trakcie kampanii wyborczej w imieniu UG i za publiczne pieniądze listów pomawiających opozycję. Trzeba też przypomnieć, że to nie pierwsze takie nadużycie w urzędzie kierowanym przez pana Leśnowolskiego. Równo rok temu, mieszkańcy tzw. enklawy B otrzymali z UG listy, z których wynikało, że budowa kanalizacji na tym terenie nie będzie prowadzona z tego powodu, że radni nie uchwalili budżetu gminy (LINK). Tymczasem w projekcie budżetu przedstawionym przez wójta ta inwestycja w ogóle nie była przewidywana na 2014 r.! Czy pomawianie opozycyjnych radnych za publiczne pieniądze aż tak wchodzi w krew?  I znów widać całą hipokryzję pana Leśnowolskiego, który pokazywał święte oburzenie, kiedy w jego kontekście zostało użyte sformułowanie, że „wszczęto śledztwo”, natomiast teraz mu już nie przeszkadza, że takie śledztwo jest rzeczywiście prowadzone w związku z jego działaniami.

Nie wiem czy ma coś wspólnego z przyzwoitością zarzucanie komuś wybiórczości, kiedy samemu stosuje się identyczne standardy i pomija milczeniem niewygodne tematy. Przynajmniej w tych dwóch sprawach, dotyczących publicznych pieniędzy i standardów jakimi kieruje się władza, mieszkańcom należą się wyjaśnienia pana Leśnowolskiego. Dlaczego wójt nie opublikuje na gminnej stronie jakiegoś oświadczenia?

Czy zebranie wiejskie może wyglądać normalnie?

Od kilku dni dostępny jest już film z wyborów sołtysa w Siczkach, na którym widać zachowanie części osób, którym przeszkadzała obecność kamery. Dobrze, żeby każdy obejrzał sobie to nagranie i sam wyciągnął wnioski. Można tylko ubolewać, że osoby związane z gminną władzą doprowadzają do sytuacji, które w wątpliwy sposób promują naszą gminę.

Racjonalnie i rzetelnie całe zajście zinterpretował i przeanalizował Paweł Kończyk na portalu jedlnia.org.pl. Natomiast od siebie dodam jeszcze, że wśród uczestników zebrania była liczna grupa osób, która nie miała nic przeciwko nagrywaniu – w pewnych momentach słychać nawet ich reakcje na filmie. Wydaje się jednak, że uległa ona presji agresywnej większości, dała się zastraszyć i nie chciała się jej przeciwstawiać. Zresztą przy takim poziomie agresji niektórych osób, taka bierna postawa nie powinna dziwić.

To wszystko świadczy jaki jest poziom demokracji w naszej gminie i jakie standardy relacjonowania działalności publicznej odpowiadają władzom naszej gminy. Dla porównania warto zobaczyć, jak podobne wydarzenia odbywają się w innych miejscowościach naszego kraju:

Można? Kamera nikomu nie przeszkadza, mieszkańcy zadają pytania do mikrofonu, a przewodniczący Rady Miejskiej nie tworzy sztucznego dystansu pomiędzy „władzą” i „mieszkańcami”. Wszystko w miłej, sympatycznej atmosferze, bez wszczynania awantur, w trosce, aby relację mogła zobaczyć jak największa ilość mieszkańców, która na przykład nie mogła wziąć udziału w zebraniu. Szkoda tylko, że u nas osoby wydawać by się mogło wykształcone, światłe, które sprowadziły się do naszej gminy z dużych miast, chcą wprowadzać standardy rodem z jakiegoś systemu totalitarnego, a swoim zachowaniem najbliżej im chyba do buszu, a nie do obyczajów panujących w dużych miastach.


Pozytywnych przykładów nie musimy szukać w innych gminach. Zebranie wiejskie Rajca Szlacheckiego odbyło się z udziałem kamery i nikt nie miał w tym względzie żadnych uwag:

Skandal na zebraniu wiejskim w Siczkach!

Wczoraj na wyborach sołtysa Siczek doszło do skandalicznej sytuacji. Grupa osób z użyciem siły uniemożliwiła zarejestrowanie kamerą przebiegu zebrania wiejskiego. Przeciwnicy nagrywania dopuścili się bezprawnych zachowań, doszło także do szarpaniny. Wszystko to działo się przy akceptacji przewodniczącej Rady Gminy Bożeny Grad oraz sołtys Siczek Zofii Rozwadowskiej, które jako pierwsze zastrzegły sobie, że nie życzą sobie nagrywania. Postępowanie takie jest ewidentnym złamaniem prawa. Trzeba wyrazić zaniepokojenie, że osoba pusząca się swoim doktoratem i „ogromną” wiedzą administracyjną, która jest do tego nauczycielem akademickim, inspiruje i dopuszcza do takiego bezprawia. Nie wiem czy dobrze to świadczy o kondycji polskiego szkolnictwa wyższego, jeżeli osoby akceptujące takie zachowanie mają wpływ na kształtowanie postaw młodego pokolenia. Powoli, aczkolwiek systematycznie, w naszej gminie wprowadzane są białoruskie standardy w relacjonowaniu życia publicznego. Wszystko to dzieje się za wiedzą i zgodą najważniejszych osób w gminie.

Warto zwrócić uwagę, że prawo jednoznacznie zezwala na nagrywanie takich publicznych zebrań, nawet wbrew zgodzie większości jej uczestników. Stwierdza to art. 61 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Jednoznacznie potwierdza to także ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, która w art. 81 ust. 2 stwierdza: „Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku: 1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych; 2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.

Niezwykle istotne w tym zakresie jest także orzecznictwo sądów administracyjnych, w tym Naczelnego Sądu Administracyjnego, który w swoim wyroku z 6 grudnia 2012 r. stwierdził: w zebraniu wiejskim mogą brać udział wszyscy mieszkańcy sołectwa, a więc mogą uczestniczyć w obradach i podejmować uchwały. Jest to niewątpliwie przejaw demokracji bezpośredniej, ich legitymacja do uczestniczenia w zebraniu wiejskim wynika jedynie z faktu zamieszkiwania na terenie sołectwa. Udział mieszkańców sołectwa w zebraniu wiejskim należy zatem do sfery publicznej działalności tych osób, bowiem decydując się na uczestniczenie w zebraniu wiejskim, każdy jego uczestnik, będący mieszkańcem danego sołectwa, godzi się na udział w pracach organu uchwałodawczego sołectwa, a więc jednostki pomocniczej gminy, tym samym – godzi się więc na udział w życiu publicznym.

W innym miejscu sąd zauważył: podejmując próbę wskazania ogólnych cech, jakie będą przesądzały o tym, że określona osoba ma związek ze sprawowaniem funkcji publicznej, można uznać, że chodzi tu o takie przypadki, w których związek ze sprawowaniem tych funkcji jest równoznaczny ze współdecydowaniem o sytuacji prawnej innych osób lub środków publicznych albo łączy się co najmniej z przygotowywaniem i opiniowaniem decyzji, które dotyczą, bądź pozostają w gestii, innych podmiotów. Tak też jest w rozpoznawanej sprawie, bowiem uczestnictwo mieszkańca danego sołectwa w zebraniu wiejskim sprawia, że od chwili otwarcia obrad aż do momentu ich zakończenia ma on wpływ na podejmowane uchwały organu sołectwa, a więc jego udział w sprawowaniu władzy publicznej związany jest z pełnieniem w tym czasie funkcji publicznej. Zatem jego dane osobowe, poprzez fakt uczestnictwa w pracach organu uchwałodawczego sołectwa, stają się danymi publicznymi, jako że mają związek z wykonywaniem przez niego funkcji publicznej.

Smutne jest to, ze „wybitny” administratywista dr Bożena Grad nie zna tych przepisów, albo świadomie dopuszcza do ich łamania. Z pewnością osoba, która akceptuje takie standardy w działalności publicznej i pozwala na łamanie prawa nie powinna zajmować stanowiska przewodniczącej Rady Gminy, bo kompromituje nie tylko siebie, ale także całą gminę.

Wkrótce opublikowany zostanie film z całego zajścia, tak aby wszyscy mogli zobaczyć jak wyglądają demokratyczne standardy w wydaniu przewodniczącej Bożeny Grad..

Ilu urzędników potrzeba, aby wymienić latarnię?

Trawestując znany żart, o tym ilu mężczyzn potrzeba, aby wkręcić żarówkę, w odniesieniu do naszej gminy można zapytać ilu urzędników potrzeba, aby zmienić uszkodzoną latarnię uliczną?

Chodzi o jedną z nowych latarń przy zmodernizowanej ulicy Radomskiej, która znajduje się blisko przejazdu kolejowego. Stan jej uszkodzenia może wskazywać, że „padła ona” ofiarą jakiejś kolizji drogowej (choć nie można wykluczyć, że to kolejny sabotaż skierowany przeciwko wójtowi) i stoi (czy raczej leży) tak sobie prawie wyrwana z ziemi u nasady już kilka tygodni.

Nie jest problemem oczywiście to, że latarnia jest uszkodzona, bo zawsze może wydarzyć się jakiś nieprzewidziany incydent. Natomiast problemem jest to, że stoi sobie ona w takim stanie już dłuższy czas i najwyraźniej nikt z gminy się tym nie przejmuje. Kiedy trzeba było się promować przed wyborami i chwalić nie swoją inwestycją, to pan wójt na placu budowy ulicy Radomskiej był niemal codziennie. Z kolei teraz, kiedy już nikomu nie zależy na głosach wyborców, to nikt z gminy nie poczuwa się do odpowiedzialności, aby przynajmniej usunąć (nie mówię wymienić, bo może przecież wiązać się to z kosztami) uszkodzony element. Jest to tym dziwniejsze, że obok, na Placu Wolności, prowadzona jest gminna inwestycja i pracują tam robotnicy. Czyżby nikt z nich lub z gminnych urzędników wizytujących inwestycję nie dostrzegł złamanej latarni przez ostatnie tygodnie? Jeżeli tak, to niniejszym informuję o takim fakcie.

lat1

lat3

lat2

lat4


Aktualizacja:

Szok i niedowierzanie! Jak się okazuje, jeszcze wczoraj, po opublikowaniu tego artykułu, uszkodzona latarnia została wymieniona na całkiem nową. Wystarczyło tylko kilka godzin, czy po prostu demontaż lampy był szykowany od tygodni i to zwykły zbieg okoliczności, że zrobiono to wtedy, kiedy pojawił się ten wpis? Gdyby wszystkie urzędy w tym kraju reagowały w takim tempie na pojawiające się problemy…

lat5

lat6

lat7