Sąd potwierdza: były patologie w Urzędzie Gminy!

Po opublikowaniu przeze mnie tekstu „Patologie w Urzędzie Gminy” wójt Leśnowolski publicznie zapowiedział złożenie na mnie zawiadomień do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa oraz dochodzenie na drodze sądowej innych należności, w tym 100 tys. złotych na rzecz stowarzyszenia Jedlnia Dzieciom. Po ponad dwóch latach od tej publicznej deklaracji wójta Leśnowolskiego wszystkie sprawy związane z moim wpisem zostały prawomocnie zakończone. Wszystkie zakończone sromotną porażką Leśnowolskiego i jego urzędnika, gdyż Sąd Okręgowy w Radomiu nie tylko potwierdził, że formułowane przeze mnie tezy były zgodne z prawdą, a ich publiczne przedstawienie było wręcz niezbędne z punktu widzenia interesu społecznego, ale wskazał, że zakres nieprawidłowości w Urzędzie Gminy kierowanym przez wójta Leśnowolskiego był znacznie szerszy i poważniejszy niż ten przedstawiony w moim tekście. W tym kontekście strata kilku tysięcy złotych oraz cennego czasu poświęconego na batalię sądową ze mną, może nie być wszystkimi konsekwencjami, jakie już niedługo mogą spotkać wójta oraz jego urzędnika/urzędników. Wczytanie się w tekst poniżej, z pewnością pomoże rozwiać wątpliwości o co chodzi.

Tytułem wstępu chciałbym przedstawić, jak rozwijała się całą sytuacja w ujęciu chronologicznym. Zgodnie ze swoją zapowiedzią wójt Leśnowolski oraz urzędnik Mariusz R. złożyli do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa zniesławienia ich moim tekstem. Obie sprawy zostały przez prokuraturę umorzone w związku z brakiem interesu społecznego w ściganiu przestępstwa ściganego z oskarżenia prywatnego (co nie znaczy, że prokuratura przesądzała, iż do przestępstwa faktycznie doszło).

Mściwość i zawziętość wójta Leśnowolskiego oraz chęć ukarania za wszelką cenę swojego krytyka, nie pozwoliła mu tej sprawy odpuścić. Złożył on, jako wójt Gminy Jedlnia-Letnisko, do Sądu Rejonowego w Radomiu, przygotowany przez gminnego radcę prawnego Kazimierza Wlazło, prywatny akt oskarżenia (Tę sprawę przedstawię szerzej w osobnym wpisie ). Warto wspomnieć, że wniesienie takiego pisma procesowego obwarowane jest koniecznością poniesienia opłaty wynoszącej 300 zł. Oczywiście opłata taka została uiszczona z gminnego rachunku bankowego z publicznych pieniędzy.

zdjecie-0006

Sprawa z oskarżenia wójta Leśnowolskiego została umorzona z przyczyn formalnych najpierw przez Sąd Rejonowy w Radomiu. A później, po zaskarżeniu postanowienia o umorzeniu przez działającego w imieniu wójta Leśnowolskiego Kazimierza Wlazło, także przez Sąd Okręgowy w Radomiu. Na marginesie muszę zaznaczyć, że do tej sprawy włączyła się Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która w działaniach Leśnowolskiego dopatrzyła się zagrożenia wolności słowa.

Prywatny akt oskarżenia przeciwko mnie złożyli także urzędnik Mariusz R. oraz jego żona Joanna S.-R. Sąd I-instancji pomimo rażących błędów proceduralnych oraz błędów w ustaleniach faktycznych w marcu 2016 r. skazał mnie nieprawomocnie na karę 3 miesięcy ograniczenia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz konieczność zapłaty nawiązki na organizację społeczną w wysokości 5 tys. złotych (Kontekst prawny i okoliczności wydania takiego orzeczenia opiszę w osobnym tekście). Wyrokiem tym podobno chełpiono się w Urzędzie Gminy, a radny Jan Krakowiak na sesji Rady Gminy w dniu 31 października 2016 r. z nieukrywaną satysfakcją pytał się mnie, czy oprócz sprawy z oskarżenia wójta Leśnowlskiego, toczą się przeciwko mnie inne postępowania.

Od tego wyroku Sądu Rejonowego złożyłem apelację do Sądu Okręgowego w Radomiu. Ostatecznie Sąd Okręgowy w dniu 28 grudnia 2016 r. oczyścił mnie z wszelkich zarzutów oraz zmienił wyrok Sądu Rejonowego uniewinniając mnie. Sąd Okręgowy jednoznacznie wskazał na błędy Sądu Rejonowego w rozpatrywaniu niniejszej sprawy.

Poniżej prezentuję najważniejsze, ale nie wszystkie, tezy z ustnego uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego w Radomiu z dnia 28 grudnia 2016 r. Uzasadnienie podzieliłem na osiem punktów, spośród których dla mnie osobiście najważniejszy jest ten z numerem 6, gdzie sędzia sprawozdawca, niemal podnosząc głos, wskazał, że napisany przeze mnie artykuł nie ma nic wspólnego z krzywdzeniem niepełnosprawnego dziecka, o co byłem oskarżany przez lokalne osobliwości, jak brodaty Dziadek Mróz, który publicznie wskazywał, że trzeba mieć „robaczywą duszę i zerową empatię”, by nie rozumieć trudu wychowania niepełnosprawnego dziecka. Dzisiaj mam gigantyczną satysfakcję, że nie tylko wszystko co pisałem było prawdą i w żadnym aspekcie nie było związane z atakiem na niepełnosprawne dziecko, co jednoznacznie wskazał Sąd, ale także dlatego, że Dziadek Mróz swoim wpisem, nieudolnie jak się okazuje, krył patologiczne nieprawidłowości w Urzędzie Gminy. Dzisiaj działa on w przestrzeni publicznej jako wielki gminny społecznik.

Ponadto zwracam uwagę i proszę o dokładne wczytanie się w punkty 3, 4, i 7. Jest to o tyle ważne, że treści tam zawarte mogą stać się w niedalekiej przyszłości przedmiotem wyjaśnień różnych organów państwowych. Jeżeli tylko otrzymam pisemne uzasadnienie wyroku Sądu, zostanie ono niezwłocznie upublicznione, aby nie było żadnych wątpliwości.

1. „Dlaczego Sąd Okręgowy uznaje, że pan Sebastian Sochaj jest niewinny? Pewien błąd w tej sprawie zaciążył na całości postępowania. Gdyby wczytać się w treść artykułu, który stał się przedmiotem ocen Sądów obu instancji, to doszlibyśmy do wniosku, że nie tylko na tle publikacji medialnych dotyczących polityki w Polsce, ale tego co dotyczy zwykłych relacji międzyludzkich; ja jestem przekonany, że gdybyśmy dziś wzięli jakąkolwiek gazetę i przeczytali, że z jednej strony padają oskarżenia o pucz, z drugiej o faszyzm, to to co napisał pan Sochaj w swoim krytycznym, to nie ulega wątpliwości, artykule, jawić się będzie jako naprawdę bardzo delikatna krytyka.

2. I teraz, czego to jest krytyka? Sąd Rejonowy pisze w swoich motywach, że intencją pana Sochaja było, najdelikatniej mówiąc, dopiec państwu R. Nie do końca można taki wniosek wyciągnąć z treści artykułu. Państwo R. są w tym artykule jako jeden z kilku podmiotów wskazanych pod wspólnym tytułem, parafrazując «źle się dzieje w państwie duńskim». Są nieprawidłowości w Urzędzie Gminy, a jednym z ich przejawów są pastwo R. Co więcej, nawet to sformułowanie, które ubodło panią R. o dosyć „sporych” kwotach. Co znaczy spora kwota? Jest to kwestia na tyle oceny, że jeżeli jakaś kwota dla pani R. nie jest spora, to dla kogoś, kto zarabia najniższą krajową, pewnie będzie spora. Z całą pewnością można te kwoty nazwać sporymi. Nie było w tym tekście napisane, że one są „nieuzasadnione”, „niezasłużone”, tylko spore.

3. Jeżeli chodzi o zestaw komputerowy. Szanowni Państwo, my chyba niesłusznie do działania urzędów przykładamy miarę sądową. Ale po wysłuchaniu tego, co działo się w tym projekcie od strony formalnej, to powiem szczerze, że włos się jeży na głowie. Tak naprawdę gospodarz gminy do końca nie wie czy w tej komisji były cztery osoby, czy były trzy, czy były dwie. Bo w zależności od etapu postępowania składa różne zeznania. Sama komisja nie bardzo wie, w jakim obradowała składzie. Z obrad, które bez wątpienia trwały kilka dni, sporządzono jeden protokół. Pytam więc choćby o podstawową kwestię, kiedy on się zaczął, a kiedy skończył? W każdym protokole piszemy datę, z godziną na ogół rozpoczęcia i zakończenia. Czyli z tego wynikałoby, że komisja bez przerwy pracowała miesiąc? Nie rozpoznawano pojedynczych wniosków, tylko jak nam powiedziano rozpoznawano je „hurtem”. Część osób mówi: „pan R. wyszedł”. Skoro wyszedł, to w jakim składzie obradowała komisja? W składzie nielegalnym, bo dwuosobowym, to już nie podlega wątpliwości, bo z regulaminu wynika, że to musiało być trzy osoby. A komisja liczyła tylko trzy osoby, to już nie ulega wątpliwości.

4. I tak krytyka tego postępowania, która opatrzona też można powiedzieć zupełnie nieuzasadnioną pozytywną oceną organu gminy, bo pan Sochaj pisze we wstępie do tego passusu, zawiera takie oto sformułowanie, że «jestem przekonany, że pracownicy gminy są na tyle inteligentni, że na pewno z formalnego punktu widzenia tam jest wszystko w porządku, ale razi mnie to, że koordynatorem całości jest urzędnik gminy». No mnie też to razi. I pewnie każdego, kto jest wyczulony na pewną transparentność postępowania. Jest to więc nawet forma pochwały urzędu, bo pan wyraził przekonanie, że formalnie wszystko jest ok. A tu się okazuje, że formalnie, to nie wiem czy na CBA, ale jakieś inne urzędy kontroli może by się tym zainteresowały.

5. W związku z tym, o czym my tu mówimy? Do pewnego stopnia o urażonych uczuciach osobistych państwa R. I teraz, z jednej strony pan R. pełni funkcję w urzędzie, jest to co prawda tylko Urząd Gminy – na szczebel, który bardzo często niestety przenoszą się spory z góry i czyni się z tego wielką politykę. Ale jednak jest to pracownik urzędu w związku z tym, jako pracownikowi urzędu wolno mu mniej, a krytyki spotyka go trochę więcej. I to jest oczywiste. Następnie pani R., która korzysta z publicznych pieniędzy i choćby z tego faktu musi się liczyć z tym, że to będzie kontrolowane, oceniane, opisywanie. To jest całkiem normalna rzecz.

5. Mamy art. 213 w Kodeksie Karnym, który zawiera kontratyp i tam są dwie sytuacje. Zarzut nawet jeżeli uczyniony publicznie, ale w uzasadnionym interesie społecznym powoduje, że nie ma przestępstwa. Nie możemy się tutaj dopatrzeć niczego innego niż chęć obrony, w mniemaniu pana Sochaja, interesu społecznego. Przypisanie mu przez Sąd Rejonowy niskich intencji osobistych nie znajduje uzasadnienia w prawie w tej sprawie. I w związku z tym, biorąc pod uwagę nasze ustalenia potwierdzone dowodami, strony słyszały, wymowa pracy tej komisji jest jednoznaczna. Trudno byłoby oczekiwać, aby ona nie spotkała się z krytyką. A jeszcze de facto to, że pan R. wziął udział w ocenie wniosku swojego dziecka też już nie podlega wątpliwości, bo nie ma dokumentu na to, że nie wziął, a protokół zawierający ocenę wszystkich wniosków podpisała cała komisja. Z formalnego punktu widzenia pan R. podpisał się pod wnioskiem swojego dziecka.

6. Czy to nie podlega krytyce? Jak najbardziej podlega. I to rzeczywiście nie ma nic wspólnego; Nie wolno rozniecać takich emocji, że to ma coś wspólnego z krzywdzeniem dziecka niepełnosprawnego! Jest to absolutnie nieuzasadnione. To jest krytyka niewłaściwego postępowania organu gminy.

7. Co więcej, nie było to przedmiotem ocen, ale wczytanie się w regulamin całego projektu, w którym jest napisane brak dostępu [do Internetu] i jednoznaczne oświadczenie pani R. przed Sądem I-instancji, że w jej mniemaniu to nie ma żadnego znaczenia, bo dziecko miało dostęp, ale jako niepełnosprawne mogło skorzystać [z programu], to budzi dużą wątpliwość, co do merytorycznej słuszności takiego rozstrzygnięcia.

8. W związku z tym decyzja Sądu jest jedna. Wyrok zostanie zmieniony, a pan Sebastian Sochaj zostaje uniewinniony”.